Rozmowy o różach


Marek Moch: Zastanawia mnie cały czas kwestia głębokości sadzenia… A dokładnie to, dlaczego w ogóle istniało kilka szkół sadzenia (właściwie dwie), a sadzenie „głębokie” było nie tak głębokie, jak proponuje Pan. No i kwestia podkładki. Po co ona w ogóle??? Przecież te róże, rosnące na własnych korzeniach żyją dłużej. Na pewno jest tak, że część odmian szlachetnych nie wydaje owoców – a zatem ich mnożenie z nasion nie jest możliwe. Zresztą w ogóle chyba rozmnażanie z nasion bywa zawodne, nie powtórzy się cech odmiany szlachetnej. Ale przecież można by róże szlachetne rozmnażać z sadzonek. Może chodzi o czas, z sadzonek trwa to dłużej? Czytam też w internecie, że podkładki i szczepienie stosuje się ponieważ „dekoracyjne odmiany szlachetne z reguły nie są dostatecznie wytrzymałe na mróz w naszych warunkach klimatycznych, mają zbyt duże wymagania glebowe i bywają często atakowane przez choroby i szkodniki (tak na stronie poradnikogrodniczy.pl). OK. Zbyt duże wymagania glebowe – to rozumiem. Podkładka jest w stanie więcej wyciągnąć ze złej gleby, na czym potem korzysta szlachetny szczep. Coś podobnego jest chyba (tam chodzi akurat głównie o kwasowość, ale zasada jest ta sama) z rododendronami na podkładkach. Ale choroby i szkodniki? Nie rozumiem. Co to ma wspólnego z podkładką i szczepieniem. A kwestia mrozu? Przecież przy sadzeniu wedle szkoły, że miejsce szczepienia jest ponad ziemią, to podkładka ma chyba lepiej – jest w ziemi, w przeciwieństwie do pędów szlachetnych, miejsca szczepienia i szyjki pod nim. Przy sadzeniu wedle szkoły, że miejsce szczepienia jest w ziemi, to i tak część (i to przeważająca) pędów szlachetnych wystaje z ziemi, nawet jeśli je kopczykujemy, to dalej większa część wystaje ponad ziemię (i ziemię kopczyka), nawet gdy resztę okryjemy, to chyba nic tak nie chroni przed mrozem jak ziemia. Oto informacje z posiadanych przeze mnie książek, z moimi uwagami. „Baczną uwagę trzeba zwrócić na głębokość sadzenia. Co do tego zdania są podzielone nawet wśród fachowców. Na ogół sadzi się tak, aby miejsce uszlachetnione – czop po wycięciu dzika – było na poziomie ziemi. Na glebach ciężkich powinno wystawać nieco nad powierzchnię, na glebach lekkich może znajdować się trochę niżej powierzchni.” (Jadwiga Grąbczewska, Róże na działce s.37) Tu jak zawsze mnie zastanawia, czemu nikt nie pisze – pod kątem mierzenia głębokości sadzenia – o normalnej chyba sytuacji, gdy w podkładkę wszczepia się kilka, a nie jeden, pędów szlachetnych, które co częste i chyba inaczej nie można, są na różnej wysokości. Ja miałem tak u wszystkich moich róż. Ze zgrubiałego miejsca szczepienia wystawały pędy szlachetne z różnych stron i na rożnej wysokości. Chyba że się pomyliłem, może jest tak że całe to zgrubiałe miejsce jest już szlachetne. Że wszczepiono w podkładkę jeden kawałek szlachetny z którego wyrastają już gałązki (też szlachetne) … ale chyba jednak tak nie jest i słusznie wydawało mi się, że to zgrubienie powstaje naturalnie, po dokonaniu kilku wszczepień (założeniu kilku oczek, jak to określa Pan Wizner)… sam nie wiem . Czytam dalej… „Wśród producentów róż spotkać się można z rozbieżnymi zdaniami co do głębokości sadzenia, choć najlepsi teoretycy i praktycy są jednomyślni i wypowiadają się za sadzeniem głębokim. Zanim przejdziemy do szczegółów, wyjaśnijmy sobie pojęcia: „sadzenie płytkie” i „sadzenie głębokie”. Róża jest posadzona płytko, gdy nasada korony, tj. miejsce uszlachetnienia – okulizacji, znajduje się kilka cm nad powierzchnią ziemi. Między nasadą korony, owym miejscem założenia oczka, a pierwszymi korzeniami znajduje się jeszcze tzw. szyjka korzeniowa, która w przypadku płytkiego sadzenia wystaje na kilka centymetrów z ziemi. Sadzenia płytkiego w ogóle nie należy stosować. Przy głębokim posadzeniu miejsce rozkrzewiania się znajduje się 2 – 3 cm pod powierzchnią ziemi a więc szyjka korzeniowa nie będzie widoczna. Liczne obserwacje z praktyki wskazują, że róże pomyślniej rozwijają się i lepiej zimują przy głębokim sadzeniu. W przypadku sadzenia płytkiego krzew narażony jest na wysychanie i zabezpieczanie go na zimę jest o wiele kłopotliwsze; krzewy takie rozwijają się słabo i zwykle, szybko giną. Wszystkie róże krzewiaste powinny być sadzone głęboko. W niektórych przypadkach stosowane jest także sadzenie „średnie” tj. takie przy którym nasada korony znajduje się na poziomie ziemi. U posadzonych głęboko róż pnących, zwłaszcza pochodzących od Rosa wichuraiana, można jednak czasem zauważyć zjawisko „usamodzielniania się”. Z części pędów korony znajdujących się w ziemi wyrastają korzenie przybyszowe, które po pewnym czasie zastępują roślinie system korzeniowy, jaki uzyskała ona od podkładki; krzew taki rośnie wówczas na korzeniach własnych. Takie krzewy róż pnących na własnych korzeniach wyróżniają się b. obfitym kwitnieniem, ale są też w mniejszym stopniu odporne na niskie temperatury, co w naszych warunkach klimatycznych jest niepożądane, Toteż róże pnące sadźmy „średnio”, aby nie dopuszczać do ich usamodzielniania się. Róże pienne będziemy sadzili tak głęboko, jak rosły one w szkółce, to znaczy tak, aby nasada korzeni znajdowała się tuż pod powierzchnią ziemi.” (Karol Wizner Róże w ogródku, W-wa 1963 Wyd I s. 141 i nast., W-wa 1966 Wyd. II s. 136 i nast. – podrozdziały: Jak głęboko sadzić). Skoro róże rosnące na własnych korzeniach (sadzone „głęboko”) wyróżniają się obfitym kwitnieniem, to pytanie czego to jest objawem. Bo może świadczyć, że mają b. dobrze, ale też może jest odwrotnie i dlatego roślina „czując”, że umiera stara się wydać jak najwięcej nasion – więc kwitnie na potęgę. „Co do głębokości sadzenia spotkać się można z pewną rozbieżnością zaleceń; jedni radzą sadzić głębiej, to znaczy nasada korony ma znaleźć się na kilka centymetrów poniżej poziomu ziemi – inni zaś utrzymują, że lepsze jest sadzenie płytsze, to znaczy takie, aby nasada korony znajdowała się na poziomie ziemi. Z moich obserwacji wynika, że lepiej jest sadzić nieco głębiej – tak aby nasada korony znalazła się około 3 cm poniżej poziomu ziemi – chodzi tutaj przede wszystkim o stworzenie roślinie korzystniejszych warunków do przezimowania; poza tym krzew posadzony głębiej w okresach suszy radzi sobie lepiej.” (Karol Wizner Róże w gruncie W-wa 1979 Wyd. II) I kolejny autor, autorka – pp. Oszkinis i Mazurkiewicz (Róże Wydanie II W-wa 1957 s. 117) „Róże krzaczaste sadzimy tak głęboko, aby miejsce okulizacji znajdowało się na 2 cm pod powierzchnią ziemi (rys. 50b). Zbyt głębokie, jak również zbyt płytkie posadzenie wpływa hamująco na rozwój rośliny. Przy sadzeniu głębszym niektóre odmiany, jak np. Chateau de Clos Vougeot, wypuszczają z miejsca uszlachetnienia korzenie i w ten sposób uniezależniają się od podkładki, co zwykle wpływa ujemnie na zimotrwałość i obfitość kwitnienia.” A oto rysunek 50b - I tu mam zgryz – bo na moje oko to miejsce okulizacji jest nad ziemią. (Styczeń 10, 2016)


Piotr Szustakiewicz: Zacznę odpowiedź na poruszone przez Pana kwestie od końca, czyli od zdjęcia/ryciny. Nie wiem w jakim kontekście zostało zamieszczone w książce, ale wygląda to na stanowisko przejściowe, prawdopodobnie w worku płóciennym lub jutowym, widać wywinięte brzegi tkaniny. Stan jest taki jak w szkółkach, gdzie oczywiście okulizuje się róże ponad ziemią, potem kopie do sprzedaży i dopiero w ogrodzie sadzimy krzew właściwie. Podobnie jest w handlu różami oferowanymi w doniczkach, tu też miejsce okulizacji jest dobrze widoczne. O nasadzeniu róż na stanowisku stałym/docelowym, w którym szyjka korzeniowa podkładki jest ponad powierzchnią gleby (tym samym i miejsce szczepienia), Pan Wizner pisze jednoznacznie – "Sadzenia płytkiego w ogóle nie należy stosować" (Róże w ogródku, wyd. II, 1966, s. 137) . Może to też być nasadzenie szklarniowe, czyli jeszcze zupełnie inne róże, o bardzo niskiej mrozoodporności wywodzące się od Rosa thea (herbatnich) i w tej grupie oczywiście głębokie sadzenie mija się z celem. Podobnie ma się sprawa z pokrewnymi im mieszańcami herbatnimi, te również ja sadzę płycej w ogrodzie, jednak zawsze jest to minimum te 4 cm. Nie po to aby się ukorzeniła odmiana szlachetna, ale aby chronić przed przemarzaniem miejsce okulizacji i aby krzew po kilku latach trzymał się gleby bez podpierania (nie są tak solidnego pokroju jak krzewiaste i ta opaska 4 cm wystarczy). To samo jest w tym przez Pana przytoczonym ostatnim przykładzie (autorzy: Oszkinis, Mazurkiewicz) i zaleceniem aby to było 2 cm. "Château de Clos Vougeot" to mieszaniec herbatni, wyhodowany przez Josepha Pernet-Ducher (Francja), w 1908 roku. Mrozoodporność USDA 6b, tj. do 20.6 ºC, odmiana w Polsce do uprawy w warunkach ogrodowych pod przykryciem. Nie sadzi się też
głęboko róż sztamowych, tj. piennych, wiadomo miejsce szczepienia jest bardzo wysoko, około 1 m. Te i tak okrywamy przyginając do gruntu i obsypując miejsce szczepienia kopcem ziemi.
Co do wątpliwości związanych z głębokością sadzenia pozostałych – o pokroju krzewiastym, krzaczastym, okrywowym i pnącym – to nie chcę tu powtarzać ponownie tych wszystkich argumentów za, z moich poprzednich wypowiedzi. Pan też je przytacza i sam na drodze dedukcji dochodzi do podobnych wniosków. Ja widzę zalety nasadzeń na głębokości 10 cm i wady tych powierzchniowych, a za takie traktuję też te na głębokości 2-3 cm, bo tylko kwestią jest czasu, aby przy tych mocno rosnących formach miejsce okulizacji znalazło się na powierzchni gleby. Ponowię może zdjęcie z nie-mojego ogrodu, "Mary Rose" (Shrub, Austin, 1983) i postawię pytanie – jaka jest przyszłość takiego krzewu posadzonego 2 cm pod powierzchnią ziemi (stan po dwóch latach)?..

Czy ta róża angielska dostała szanse, aby prezentować się kiedyś tak jak "Benjamin Britten" (Shrub, Austin 2001) w moim ogrodzie?..

A ponieważ zdjęcie wygląda jak się prezentuje :), to muszę się tu odnieść do pewnej kwestii, którą Pan poruszył. Naprawdę uważa Pan, że ta róża wygląda jakby umierała, że to już agonia :)? Dlatego że... jest pełna różanego wigoru, ma wiele pędów obsypanych kwiatami i liście tego roku prawie bez skazy? Obok niej widoczne są też inne krzewy, mniejsze i rosną, rozwijają się. Jakże by mogło być i inaczej, przecież zajmuję się najstarszymi z nich już dziesięć lat, z roku na rok widzę przyrastanie o nowe pędy, mniejsze zapadanie na choroby i dzięki pewnym ekologicznym zabiegom coraz mniej jest owadów szkodników. Ja nie wytrzasnąłem tych róż z rękawa :), nie kupiłem kilkuletnich krzewów i posadziłem sobie w ogrodzie. Niewiele ludzi zdaje sobie sprawę ile pracy kosztuje taka w miarę dobrze prezentująca się różanka. To nie jest jakiś tam weekendowy rekreacyjny wypad na działkę. Ja od kwietnia do października pracuję w ogrodzie po 30 godzin tygodniowo i więcej. Wie Pan, ja muszę tu stanąć w obronie mojej pracy i moich róż :). A i też tych we wszystkich zadbanych ogrodach.
A wracając jeszcze na krótko do literatury i autorytetów różanych lat pięćdziesiątych. Wydaje się, że wtedy królowały jednak u nas róże cięte pozyskiwane z upraw szklarniowych, które dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęły ustępować miejsca rabatowym. Myślę, że taki stan rzeczy w dużym stopniu kształtował też postrzeganie innych grup róż. Na ten też przykład, Władysław Oszkinis (1910-1967) swoją pracę magisterską pisał w 1950 roku na temat "Przebieg rozwoju i kwitnienia róż w uprawie szklarniowej". Niestey późniejszy doktorat był już tylko o goździkach:). Podobnie szkółka Państwa Grąbczewskich, o europejskiej renomie, wielokrotnie była nagradzana właśnie za róże cięte. Poniższe zdjęcie strony pochodzi z ich katalogu z 1967 roku. W ofercie jest tu ponad 100 róż, a tylko 6 parkowych: "Bonn" (R. lambertiana, Kordes, 1950), "Elmshorn" (R. lambertiana, Kordes, 1951), "Erfurt" (R. lambertiana, Kordes, 1939), "Golden Showers" (R. lambertiana, Lammerts, USA, 1959), "Lyric" (R. lambertiana, de Ruiter, 1951) i "Schneewittchen" (R. lambertiana, Kordes, 1956). Warto również zwrócić uwagę na ówczesną klasyfikację, obecna różnicuje te odmiany. Niemniej nic dziwnego, że krótkie wskazówki z pierwszej strony katalogu dotyczą tylko sadzenia róż rabatowych, czyli mieszańców herbatnich i floribund.

To prawda, szczepienie róż na podkładkach wymyślono, aby szybciej rozmnażać róże i jak najwierniej zachować cechy rośliny matecznej. Rozmnażanie generatywne, czyli wysiew nasion, od zawsze było zawodne, a jeśli się sprawdza to najlepiej w grupie róż naturalnych. Mieszańce i odmiany uprawne z reguły nie powtarzają cech, a niektóre są wręcz sterylne. Czas oczekiwania tutaj na kwitnące samodzielne krzewy to 4-5 lat. Pozyskiwanie róż poprzez ukorzenianie sadzonek zielnych i pędów zdrewniałych bywa zarówno pracochłonne, jak i czasochłonne. Sprawdza się tylko w uprawie róż szklarniowych, gdzie można zapewnić idealną temperaturę i wilgotność. Takie warunki stwarzają też laboratoria, gdzie róże rozmnażane są in vitro. T
o niezwykle efektywna metoda, przydatna zwłaszcza w uprawie przemysłowej róż szklarniowych. Ilość do tego celu pobranych eksplantów z krzewu jest nieporównywalnie większa do ilości oczek jakie może taki krzew zawiązać. Kolejna metoda rozmnażania wegetatywnego, przez podział, zasługuje już na większą naszą uwagę i jest w zasięgu wszystkich uprawiających róże. Odcinamy odrośla korzeniowe gatunków i odmian o pokroju krzewiastym, krzaczastym, okrywowym i czasami też pnącym. Ich wytwarzaniu sprzyja głębokie sadzenie, niemniej w poszczególnych grupach wygląda ono różnie. Róże naturalne tworzą odrośla najszybciej, ale też całkiem nieźle francuskie i mchowe, np. w moim ogrodzie "Nuits de Young" w czwartym roku uprawy miała pierwsze odrosty, a w następnym było ich już sześć i to w znacznej odległości od krzewu. Ja najpierw je odcinam od matecznej i pozostawiam w tym samym miejscu, aby się usamodzielniły (pamiętając o podlewaniu), a dopiero po 6-8 tygodniach wykopuję i przenoszę do doniczki. W ubiegłym roku zakwitły mi te oddzielone w 2014. Pokrewnym do powyższego jest rozmnażanie przez odkłady, jeśli pędy są długie i przewieszające się, to są bardzo duże szanse na powodzenie. Oddzielamy po upływie jednego roku i dajemy na nowe stanowisko czy też do pojemnika.
I tak wrócilismy do właściwiej okulizacji.
Do czasów Jeana-Baptiste André Guillot fils (1827-1893) – francuskiego hodowcy róż, znanego też z odkrycia "La France" (1867, pierwszego mieszańca herbatniego), prowadzącego rodzinną szkółkę w Lyon wraz ze swoim ojcem o tym samym imieniu –  szczepiono róże metodą tzw. z ręki, czyli na podkładkach wykopanych i pozyskanych odroślach korzeniowych. Guillot byli pierwszymi we Francji (niektórzy uważają, że i na świecie), którzy rozpoczęli rozmnażanie róż przez zakładanie oczek bezpośrednio na siewkach (podkładkach) rosnących w glebie. To ułatwiło i przede wszystkim znacznie przyśpieszyło rozmnażanie róż. Ta metoda po dzień dzisiejszy jest najważniejszą i najefektywniejszą, powszechnie stosowaną w szkółkach. Tak po krótce, oczka zrazów róż szlachetnych zakłada się od połowy lipca do końca sierpnia, na odpowiedniej grubości podkładkach/siewkach i po 2-3 tygodniach jest wiadomo czy się takowe przyjęło. Zakładane jest zawsze jedno oczko, dwa i trzy spotyka się tylko przy różach sztamowych (piennych). Pana róże krzewiaste też były okulizowane najpewniej jednym oczkiem, nie widziałem wprawdzie tych krzewów zaraz po zakupie, ale nie sądzą aby jakaś szkółka robiła to inaczej niż jest to powszechnie przyjęte. W roku następnym, nad miejscem okulizacji (ok. 1 cm) wycina się pędy podkładki i pozwala się przejąć ich rolę szczepowi szlachetnemu. W tym miejsce też tworzy się czop, zgrubienie i to jest najwrażliwsze miejsce róży w pierwszych latach. Nie jest on dokładnie jeszcze zabliźniony i z reguły dobrze widoczny aż po jesień, kiedy to krzewy są w szkółkach kopane na sprzedaż. Wcześniej, w tym samym roku okulanty kwitną. Rozwijają się w różny sposób, zależny od zapewnionym im warunków uprawy – nawożenia, stosowania specjalistycznych stymulatorów rozwoju – i siły wzrostu danego gatunku lub odmiany. Stąd mamy róże w handlu wyboru A (lub I) o minimum trzech pędach lub wyboru B (II) o dwóch pędach. Zarówno w jednej jak i drugiej grupie powinny mieć 40 cm wysokości. Jeśli szkółka nie sprzeda okulantów danej jesieni to następną wiosną je doniczkuje i na rynku takie róże prezentują się już zdecydowanie okazalej. Tu już tworzą się silne pędy drugiego rzędu i może to wyglądać tak jak Pan opisuje swoje zakupione róże. Niemniej zaleca się sadzenie jesienne róż z odkrytym korzeniem – rosną wtedy same, natomiast te wiosenne potrzebują naszego wsparcia, często nawet trzeba im kazać rosnąć :).
Wprawdzie klimat Francji i Anglii jest o wiele łagodniejszy niż Polski, ale i tam zauważono potrzebę wzmocnienia mrozoodporności róż. Wszystko zmieniło się wraz ze sprowadzeniem do Europy – The Four Stud China Roses, czyli Czterech Róż Reproduktorów. Były to odmiany R. chinensis i R. thea (chińskie i herbatnie), o niskiej mrozoodporności (więcej o nich piszę w historii Róże Orientalne), jednak całkowicie zrewolucjonizowały świat róż. Zachęcam wszystkich do czytania właśnie o pochodzeniu, historii gatunków i odmian – to bardzo pomaga w zrozumieniu róż w naszych ogrodach, tu i teraz, choć samo czytanie jest o czasach bardzo odległych.
Okulizuje się na podkładkach różnych gatunków, tak aby zapewniły przetrwanie odmianie szlachetnej przy przemarzaniu gruntu, zwłaszcza w pierwszych latach. Dobiera się podkładki do gruntu (np. Rosa laxa na gleby wybitnie wapienne) i tego co ma być zaszczepione. Inne wymagania mają mieszańce herbatnie, a jeszcze inne róże krzewiaste czy pnące. System korzeniowy dobrze dobranej podkładki jest fundamentem na którym buduje się pokrój/wigor róży, ale też widoczne jest to w ilości kwiatów i ogólnej odporności krzewu na choroby liści. Czy też na szkodniki? No w pewnym stopniu tak, ponieważ róże słabe, z małą ilością pędów nie tyle silniej są atakowane, co żerowanie na ich liściach i pędach jest znacznie dotkliwsze, potrafi doprowadzić do wyniszczenia i całkowitego braku kwitnienia w danym roku. U róż silnych to oddziaływanie też jest, ale mniej odczuwalne. Osłabia np. też trzy pędy, ale to tylko część z takich kilkunastu posiadanych przez krzew. Dłużej to trwa wszystko tutaj, więc i łatwiej też reagować, nawet jak przegapimy początek inwazji szkodników to silny krzew zdecydowanie będzie lepiej współpracował w jej usuwaniu niż ten słaby. Patrząc też przez pryzmat estetyki różanej – zniszczenia pędów, liści i kwiatów będą zawsze mniej widoczne w takiej ich dużej masie.
Wszystkie te aspekty, w tym i historyczne, wiążą się ze sobą i przeplatają nawzajem. Może na początku wydają się oderwane od siebie, ale kwestią zdobywania wiedzy i czasu jest, aby się nam ułożyły w logiczną i spójną całość.
Pozdrawiam
(Styczeń 13, 2016)