Rozmowy o różach


 
Marek Moch: Super! Świetnie!! Co za wpis! Ale Pan ma wiedzę. Wielką jak Wielkie są Pana róże. A ja na dłuższy czas zamilknę, postanowiłem bowiem przeczytać wszystko co Pan napisał na swej stronie o różach, oraz książki które kupiłem. I dopiero potem ew. coś pisać. Będę odwiedzał stronę, ale po to aby podczytywać. Więc teraz tylko powiem, że byłem dziś w sprawach zawodowych w Koźminie Wielkopolskim. W tamtym roku późnym latem (czy nawet nie był to wrzesień hmm nie pamiętam) byłem tam również i za płotem, w kącie, przy jednej z dróg wjazdowych, rosła róża. Przechodziłem i ją dostrzegłem. Nie mogłem nie dostrzec, bo płot szarobury, dom obok też taki i tu nagle ona - Piękna. Kwitła! Ciemny róż. Nieduża, chyba młoda, miała kilka przepięknych kwiatów, kształt płaskiej filiżanki, gęsto upakowane płatki. Nie wiem jak pachniała, bo nie zdołałem dosięgnąć nosem, choć się bardzo starałem . Teraz jechałem, i z auta zobaczyłem tylko pędy. Ciekawe jak przetrwa zimę. Sprawdzę w następnym roku. A w samym parku koźmińskim trafiłem na dwie rabaty róż rabatowych?miniaturowych? B. Gęsto posadzone. Niewysokie, ale chyba były cięte jesienią. Okopczykowane ziemią z kompostem, która - sprawdzałem - była już stwardniała. Wiosną napiszę jak one wyglądają. W tamtym roku, gdy byłem w Koźminie, tego samego dnia, wcześniej, byłem w parku w Dobrzycy (powiat pleszewski). Jest tam pałac Augustyna Gorzeńskiego, muzeum ziemiaństwa [miało być muzeum masoników, to by było bardzo ciekawe, sam Gorzeński był masonem, ot oświecenie, taka moda, ale radni wojewódzcy z pewnej partii ponad 8 lat temu szumieli, że to zgnilizna moralna, więc niestety masoni sio i jest jedno z wielu muzeów ziemiaństwa] i park z wielkim platanem (m.in.). Ale ad rem przy domku ogrodnika, rosła kępa róż. Potwierdzając to co Pan radzi przy sadzeniu!!! 2 rugosy, jedna canina lub rubiginosa, oraz 3 szlachetne. Rugosy posadzone zbyt blisko!, gdyby sadząc je zrobiono większy odstęp kępa miała by dużo więcej uroku. I niestety nie zrobiłem zdjęć. Też kwitły i pięknie, acz nie za mocno, pachniały. Tzn. te 3 szlachetne. Pojedyncze płatki. Krzewy wysokie na 1,5-2 m. Gałęzie lekko przewieszające się. Piękny kolor, podobny do Früchlingsduft. Widoczne były nawet z oddalonego monopteru na wyspie. I szukam i szukam i nie wiem co to za odmiana. Napisałem nawet do dyrektora parku, ale cisza. W samym parku róże są jeszcze w innych miejscach, jest też oddzielna różanka.
Pozdrawiam
Jak ja mogłem wcześniej nie dostrzegać róż ???
(15 Styczeń, 2016)

Marek Moch:  Program Maja w ogrodzie. Odcinek zrobiony u właścicieli firmy produkującej i sprzedającej róże: RosaĆwik k. Poznania. Wypowiedź p. Andrzeja Ćwika o lawendzie. Nazywa ją mordercą róż (sic!), ponieważ jego zdaniem korzeni się płytko i ekspansywnie, zabierając różom wodę i substancje odżywcze. Twierdzi, że im dłużej kompozycja lawenda + róże rośnie w ogrodzie, tym róże kwitną słabiej i rosną gorzej. Ciekawe... ja lawendy nie mam, ale gdy czytam o różach często pojawia się - zalecana jako towarzystwo róż - lawenda. A tu proszę... hmm pozdrawiam
(23 Styczeń, 2016)

Piotr Szustakiewicz: Nie widziałem tego programu, ale też pierwszy raz słyszę o "morderczych" instynktach lawendy, przejawianych wobec róż :). Rozumiem, że może zabierać wodę i składniki odżywcze, ale to dzieje się tak kiedy jest posadzona zbyt blisko róż o podobnym wzroście i podobnie rozwiniętym systemie korzeniowym – grupa miniaturowe, mieszańce herbatnie, floribundy, polyanthy i niskie okrywowe. Dla nich, podążając tym tokiem myślenia, to każdy krzew (lawenda też nim jest) może okazać się dominatorem i killerem w takim złym nasadzeniu.
Ja nie odkryłem lawendy wąskolistnej (Lavandula angustifolia) na potrzeby mojej różanki, to pomysł zaczerpnięty z ogrodów angielskich. Poza rabatami bylinowymi, uprawiana jest tam również jako wypełnienie przestrzeni między krzewami róż i wzbogacenie tejże o kolor jasnoniebieski (liście) i niebiesko-fioletowy (kwiaty). Zapach lawendy wspaniale też się komponuje z tym spotykanym u róż starodawnych, historycznych. Oczywiście sadzona jest ze sztuką ogrodniczą, czyli w odległości minimum 40 cm od róż krzewiastych (parkowych), ramblerów i pnących. Nawet jeśli zacznie się rozrastać to tym starszym różom nie jest w stanie zagrozić, bo i korzenią się one nieporównywalnie głębiej i silniej.
Ja mam 16 krzewów Lavandula angustifolia w dwóch szeregach, na wąskiej rabacie szerokości 1.5m i długości 6 m. Po środku posadzone są róże o mocnym wzroście. Dwie z nich przedstawiam na zdjęciach, pierwsza to "Heritage" (Shrub, Austin, 1984), a druga "Tatoo" (Modern Climber, Poulsen, 2002) . Zdjęcia nie ilustrują może idealnie stanu tej rabaty, ale bez trudu da się tu dostrzec całkiem zgodne sąsiedztwo różano-lawendowe. Można by rzec, że to już i pewna zażyłość, bo ta komitywa ogrodowa liczy sobie lat sześć...



Pozdrawiam
(24 Styczeń, 2016)

Marek Moch: I trafił Pan w sedno, nie oglądając programu. Róże które były pokazywane jako przykład tego "złego sąsiedztwa", to Bad Birnbach, sama rabata pewnie półmetrowa (szer.), a lawenda posadzona tak, że przerastała te róże, wsadzona między krzewy, wszystko b. blisko. Też mnie zdziwiły te uwagi, bo przecież lawenda i róże to kwintesencje angielskości. A tak a propos angielskości, "latając" po różanych stronach trafiłem na jedną, której gospodyni - bardzo słusznie - ze smutkiem zauważyła, że w polskiej wikipedii hasła różane są bardzo nieliczne i w ogóle skromne. Dziś wszedłem na angielską wiki... hoho mam co czytać, nie znam tego języka, ale dość dużo rozumiem-temat arcyciekawy. Oczywiście zacząłem od Old Garden Roses (heritage and historic), bo jak Pan wie, te właśnie uwielbiam.
Jakiś czas temu rozmawialiśmy o ew. ściółkowaniu i obniżaniu rabat. Na Youtube trafiłem na film z bostońskiego James P. Kelleher Rose Garden. Bardzo ciekawe rozwiązania, moim zdaniem. Rabaty wycięte w trawnikach, bez obwódek (bukszpanowych itp), obniżone (tak jak Pan kiedyś sugerował), ale nie mam pewności czy na całości, czy tylko przy brzegach (tak jak na linku który również Pan kiedyś podał), chyba to drugie, ale nie widać do końca, a pod różami mulcz kompostowy. Całość schludna. Oczywiście pytanie, czy pasowałyby to do polskich warunków, jak by się sprawdzało... Róże bardzo ładne...
I jeszcze t
rochę nietypowe pytanie dotyczące dzikich róż: czy dziką różę (R. canina, R. rubiginosa) można posadzić przy murze, przy budynku, blisko? Czy jej rosnące korzenie z czasem nie staną się zbyt potężne i go nie uszkodzą? Wiem, że szlachetne tak się sadzi, ale dzikie? Coś bardzo wstępnie planuję, ale mam te obawy, a szukam i szukam w internecie i nic... brak konkretnej odpowiedzi...
Przy Albie Maximie wspomniałem o słoweńskiej stronie ze zdjęciami pięknych alb. W przepastnych czeluściach internetu znalazłem też  stronę rosyjską (www.rosebook.ru). Są opisy, a tego nigdy za mało, zdjęcia, czasem bardzo dużo, bardzo ciekawych, trafiłem tam szukając zdjęć galijki Splendens, są też wpisy rosyjskich rosomanes, które też warto spróbować odczytać, wiadomo, rosyjskie zimy, jest wyszukiwarka ... Bardzo ciekawa strona.
Pozdrawiam
ps. kiedy ta wiosna wreszcie nadejdzie?
(31 Styczeń, 2016)

Piotr Szustakiewicz: W prognozach ta wiosenna pogoda z ostatnich dni ma się utrzymać do 16 lutego, więc wszystko wskazuje na to, że zimy już takiej solidnej nie będzie. Śniegu było mało, więc zapewne znowu będą problemy z wodami gruntowymi. Także nawet nie myśląc w kategoriach ocieplenia globalnego jako złego zjawiska dla Natury, korzyści z tego wszystkiego będą niestety raczej tylko pozorne. Jednakże z drugiej strony, serce ogrodnika się cieszy jak widzi już kwitnące przebiśniegi i ranniki :)...
To prawda, pisanie o różach na stronach angielskojęzycznych Wikipedii, ale też na tamtejszych witrynach i forach, jest najczęściej bardzo zajmującą lekturą i też trochę inne niż spotyka się to na naszym podwórku. Choć tutaj jest jeden ewenement, moim zdaniem niepowtarzalny w skali światowej, czyli witryna "Moje róże..." Pana Mariana Sołtysa. Tu właśnie jest takie opowiadanie o różach jak mi się podoba – z niesamowitą pasją, niezwykle ciekawie i intrygująco. To nie jest też jakieś tam powielanie danych katalogów, tu aż się czuje to wertowanie opracowań i starych tomiszczy, aby każdej róży dostało się jej należne wspomnienie i historia. Trochę to wszystko przypomina to co czytam nie tyle ostatnio, co po raz wtóry – In Search Of Lost Roses (Thomas Christopher, Chicago, 1989). Na stronach jest jak w tytule, autor wędruje po Ameryce Północnej i Europie w poszukiwaniu zaginionych róż, tych pozostałych często jedynie w opisach na pożółkłych kartkach i odręcznie kreślonych rysunkach. Odwiedza miejsca mało związane z ogólnie znaną historią róż, jak choćby tereny The Mother Lode (Kalifornia, USA), gdzie w połowie XIX Wieku wybuchła Gorączka Złota. Tam też wzbogaconym szybko Forty-Ninerom sprowadzano z Europy najświetniejsze towary - zarówno francuski szampan, jak i francuskie róże. I wiele z nich w swoich już kolejnych pokoleniach przetrwało aż po czasy współczesne i rosną sobie w najlepsze w ogrodach Tuolumne, Sonory  i innych miasteczkach Sierra Nevada. Nie będę zdradzał więcej treści, bo i czyta się to jak powieść kryminalną Raymonda Chandlera – tylko tu w roli detektywa Philipa Marlowe jest rosarianin Thomas Christopher. Szkoda, że nie ma polskiego przekładu, zwłaszcza że wydaje się u nas tak mało wartościowych publikacji o różach. A te inne zalegają potem półki księgarskie i mamią co najwyżej swoim kolorowymi zdjęciami. Róże bez opowiadania o nich strasznie tracą, a już najbardziej te historyczne. Tak jak jest to z Rosa richardii, nie wyróżnia się w ogrodzie i nie zwraca swoim kwiatami zbytniej uwagi. Ale kiedy tak poczytać o niej, to już na zawsze pozostanie pamiętaną i postrzeganą zupełnie inaczej.
Dziękuję za namiary na ogród James P. Kelleher Rose Garden. Jak niewiele trzeba aby róże prezentowały się znakomicie, prawda :)? Oczywiście, jak pisałem o tym tutaj jesienią, najlepsze i najkorzystniejsze jest obniżenie równe całej powierzchni rabaty względem trawnika - woda i aplikowane nawożenie nie spływa wówczas na boki, a ewentualne ściółkowanie nie piętrzy się po środku i nie jest podatne na wywiewanie na trawnik. Jednakże, kiedy już mamy stan zastany z posadzonymi różami, to obniżamy tylko w strefie przy wcięciu trawnika. IMHO, lepiej tak niż wcale.
Boston (Massachusetts, USA) to klimat strefy USDA 5a, czyli do −28.9 °C , podobnie jak w wielu regionach Polski. Róże w znacznej większości wymagają kopcowana, które przy takim prowadzeniu rabat nie jest w jakiś sposób utrudnione.
Sadzenie róż naturalnych w pobliżu fundamentów czy też podmurówki płotu na pewno tychże nie uszkodzi. Ta grupa róą rozrasta się szeroko i głęboko, ale poprzez ilość a nie ich siłę pojedynczych korzeni. Ja bardziej bym się obawiał jak też kulisty pokrój pogodzić z płaszczyzną płotu pełnego. Tu aby to było poprawnie, należałoby krzew o szerokości 2 m posadzić w odległości minimum 1 m. Gdyby to były róże pnące czy nawet wysokie ramblery to wówczas jak najbardziej sąsiedztwo płotu byłoby wskazane, jako podpora czy też ekran/tło. Natomiast jeśli płot jest ażurowy, typu sztachety czy kuta balustrada, to wówczas możemy krzewy sadzić bliżej i pozwolić pędom przechodzić na drugą stronę ogrodzenia – o ile oczywiście mamy pewność, że pędy po drugiej stronie płotu spotkają się z życzliwym przyjęciem :).
Pozdrawiam
(7 Luty, 2016)

Marek Moch:
Widziałem krzew dzikiej róży (R. canina) rosnący przy starym płocie z siatki metalowej. Róża posadzona zapewne kilkadziesiąt lat temu, z jednej strony przerosła na drugą stronę tego ażurowego płotu i tam stworzyła taki półparasol, z długich, przewieszających się pędów. Bardzo pięknie to wygląda. Skąd moje obawy dotyczące korzeni i pytanie? Otóż pędy były długie na 3 metry, a te starsze grube na dole jak przegub męskiej dłoni. Pomyślałem, skoro takie są pędy, to jakie są korzenie? I stąd moje pytania. Dziękuję za wyjaśnienia. Wydaje mi się przy tym, że w razie sadzenia przy murze - o ile znowu gałęzie nie uszkadzałyby ściany, ale to mniej prawdopodobne niż korzenie, a korzenie już wiem że nie - to taka dzika róża nie tworzyłaby typowego okrągłego krzewu, ale właśnie taki półparasol, przechylony w jedną stronę. Choć odpowiednie odległości są i tak zawsze ważne, aby to po prostu ładnie wyglądało z czasem, z wiekiem. Tak tak zima zima i po zimie. Przymierzam się do zdejmowania, ewentualnie rozszczelnienia, agrowłókniny. Czytam w internecie, że do końca lutego nie będzie już mrozów, poza kilkoma nocami z temp. typu minus 1 czy 2.
(10 Luty, 2016)

Marek Moch: Sprawdziłem dziś, co i jak pod okrywami. Ispahany mają zielone pąki, kilka z lekka nawet rozwiniętych, ale z lekka, liście z tamtego roku uschnięte, ale nie wszystkie "gałązki" przyliścienne odpadły od łodyg. Chyba zbyt dużo było tych warstw agrowłókniny No nic, pierwsze koty za płoty, poza tym zima była "specyficzna" Ponieważ jest coraz cieplej, zdjąłem część warstw agrowłókniny, zostawiając po dwie na każdy krzew (było ich więcej). Na Rabacie 5 Róż wszystkie róże miały kopczyki z ziemi, a na tym agrowłókninę, Rose de Resht i Comte de Chambord były przykryte ziemią w całości - dokładnie to CdeCh w pełni i prawie w całości RdeR. Zdjąłem z tych dwóch całkiem agrowłókninę, która była na kopcach i zostawiłem jedynie kopce ziemne, dosypując trochę ziemi na RdeR, tak aby gałązki były zakryte w całości. Oglądałem górę RdR przed zasypaniem i wyglądało to dość dobrze, przynajmniej na moje oko. Charles de Mills, Felicite Parmentier i Blanche Moreau - tu, z uwagi na większe rozmiary, część gałązek wystawała i wystaje ponad kopce, więc zdjąłem część warstw agrowłókniny i na każdym z krzewów zostawiłem po dwie warstwy. ChdeM i FP nie miały liści, BM miała je uschnięte a "gałązki" przyliścienne odpadły- wyrzuciłem to, podobnie jak przy Ispahanach. BM miała też z lekka rozwinięte pąki. Podobnie jak Ispahany. Wiosno przybywaj!
(Luty 23, 2016)