Rozmowy o różach



Marek Moch: Kopczyki usunięte, agrowłóknina zdjęta, róże dobrze podlane wodą. Zmieniłem trochę otoczenie bylinowe na Rabacie Pięciu Róż, było tam zbyt dużo różności, przekopując przy okazji ziemię - za jakiś czas, gdy osiądzie, dosypię w miarę potrzeby trochę ogrodowej, mam dwa worki ze sklepu. Poza różami będą tam jedynie niskie byliny zadarniające - dąbrówka rozłogowa, w wersji podstawowej, która jest zielona, kwitnie na granatowo, tworząc łany oraz fiołki i trochę pospolitych stokrotek. Poza tym zostały tam 3 jeżówki, biała i dwie różowe i 2 białe margerytki, jest też kępa różowego rozchodnika okazałego oraz drobne wiosenne cebulowe - śnieżyca, przebiśnieg, puszkinia i cebulica, syberyjska i dwulistna. Jest też kępa podbiału, który właśnie kwitnie. I to wszystko. Na drugiej rabacie przy Ispahanach zdjąłem keramzyt i położyłem go ponownie, dosypując wcześniej trochę ziemi tam gdzie osiadła i wzruszając ziemię wokół samych róż. Tam będzie kopytnik oraz kępa cebuli siedmiolatki i szczypiorku czosnkowego. Zrobiłem też oprysk miedzianem, tak jak Pan zalecał. Jeden z Ispahanów i Blanche Moreau mają już trochę małych listków, reszta jest na etapie rozwijających się pąków. Pozdrawiam!
ps. Gdzieś tak 2 lub 3 lata temu podarowałem znajomym trzy róże w doniczkach - Jacques'a Cartier, Mme Plantier i Erinnerung an Brod. Posadzili zbyt blisko i zbyt płytko-miejsce szczepienia jest nad ziemią. Rozmawiałem z nimi. Zgodzili się na ich rozsunięcie i wkopanie głębiej, ale z tym chyba trzeba by poczekać do jesieni?
(28 marca, 2016)

Piotr Szustakiewicz: Zima była jakby jej nie było, jednakże wiosna wcale z tego powodu nie przyszła wcześniej. Wegetacja róż wprawdzie ruszyła przy ciepłym lutym, ale potem się zatrzymała. Także, ja też usuwałem dopiero kopce w ostatnim tygodniu marca, choć tej zimy można je było sobie całkowicie darować, ale kto mógł przewidzieć jak to będzie z pogodą.
Wprawdzie terminem optymalnym jest sadzenie jesienne (krzewy z odkrytym korzeniem), ale przy pewnej dbałości wiosną też powinno się to udać. Z tym, że trzeba zacząc o tym mysleć już w listopadzie i wtedy też wykonać szkółkowanie takiej róży czyli szpadlem przecinamy bryłę wokół krzewu i kształtujemy karpę która chcemy przenieść. Pamiętamy tu, że róże ukorzeniają się nie tyle szeroko co głęboko i to przy szkółkowaniu trzeba uwzględnić. Dotyczy to zwłaszcza krzewów starszych, 3-4 letnich, o mocnych już pędach i tym samym korzeniach. Jak tylko ziemia rozmarznie powtarzamy szkółkowanie i po kolejnych 4-6 tygodniach karpa korzeniowa wraz z ziemią powinna być już związana i dać się przenieść w całości. Natomiast decydując się wiosną na przeniesienie należy zawsze uwzględnić pewne ryzyko utraty róży, ale im młodszy krzew tym jest ono mniejsze. Zdarzało mi się przesadzać róże 2-3 letnie (konieczność) w marcu i na początku kwietnia, bez ziemi (obsypała się przy wykopywaniu) i powiodło się to tak w ośmiu przypadkach na dziesięć. Gwarancji więc 100 procentowej nie daję, ale też całkowicie nie odradzam. Tym bardziej jeśli jest tak jak Pan pisze czyli miejsce szczepienia ponad ziemią, więc pewnie też korzenie są słabe i tym samym szanse na powodzenie wzrastają. Po przesadzeniu wiosennym róże trzaba systematycznie podlewać, aż bądą widoczne dobre oznaki przyjecia się krzewu (wykształcone pierwsze liście).
Pozdrawiam
(30 marca, 2016)

Marek Moch: Planuję, o ile będzie ostateczna zgoda, przesadzić je teraz, w najbliższy weekend. Zaryzykuję, mimo braku wcześniejszego szkółkowania. Sądzę, że bryła korzeniowa będzie u każdej niezbyt duża. Z uwagi na to bardzo wysokie posadzenie, a także dlatego, że róże rosły samopas, a warunki nie były idealne.

Ekologiczne preparaty na mszyce i choroby grzybowe róż z bardzo ciekawego blogu Maczka – niepodlewam.blogspot.com
Przepis I
Wyciąg ma niszczyć nie tylko mszyce, ale też przędziorki, miodówki oraz roztocza. Można go stosować profilaktycznie do oprysku warzyw, drzew i krzewów w okresie kwitnienia. Podobno dobre rezultaty daje dwukrotny oprysk, przed i po kwitnieniu. Jest bezpieczny dla pszczół oraz trzmieli ! Nie wymaga podgrzewania ! Wykonanie i użycie tego samego dnia, więc sądzę że nie ma mowy o przykrych zapachach. Składniki to 40 dekagramów świeżych korzeni, łodyg i liści mniszka. Bez kwiatów. Oraz 10 litrów ciepłej, nagrzanej słońcem wody. Najwięcej substancji czynnych ma być w korzeniu i krótkiej łodydze wiosną i wczesną jesienią. Mniszek trzeba dobrze rozdrobnić i zalać wodą na 2-3 godziny. Potem przecedzić i opryskać rośliny. Trzeba to zrobić tego samego dnia, gdyż szybko traci swe właściwości.
Przepis II
Przepis na wyciąg z pokrzywy. Na mszyce i przędziorki. Składniki to kilogram świeżych liści i łodyg pokrzywy (albo 20 dekagramów suszonych) oraz 10 litrów ciepłej, nagrzanej słońcem wody. Nie trzeba rozdrabniać. Wkładamy to do wiaderka, zalewamy wodą na 24 godziny. Potem odcedzamy i opryskujemy lub podlewamy. Nie wymaga rozcieńczania. I tu również prędko zużywamy, bo wywar szybko traci swe cudowne właściwości.
Przepis III - doskonała gnojówka z pokrzywy. Wykonanie tak jak wyciąg, lecz musi stać 2-4 tygodnie. Kiedy zaczyna wyglądać i „pachnieć” jak gnojówka rozcieńczamy w stosunku 1 litr gnojówki na 10 litrów wody i podlewamy rośliny, co je pobudza i poprawia kondycję. Dobrze robi też glebie. Podobno bardzo ją lubią róże :)!!!
Podobnie można robić i stosować wyciąg oraz gnojówkę ze skrzypu. Jedyna różnica to krótszy czas „produkcji” wyciągu – 12 godzin, a w przypadku gnojówki inne proporcje rozcieńczania, mianowicie rozcieńczamy 1 litr gnojówki 4 lub 5 litrami wody (o skrzypie wiem z innej strony).

Gdzieś czytałem, że krzemionka ze skrzypu trafia do liści i powoduje, że są twardsze – mszyce nie dają rady ich nakłuć i zmieniają adres. Ja sam dodam, że mam też zamiar co jakiś czas podlewać Ispahany 10 litrami ciepłej od słońca wody w których rozcieńczę litrowy kefir naturalny i odczekam 24 godziny. Pisał Pan, że niektóre keramzyty mogą trochę zasadowić glebę, a Ispahany mam wysypane właśnie keramzytem, więc to może być niegłupie, przy tym jest dość delikatnym procesem.
Zastanawiam się też nad gnojówką z trawy, która ma ponoć zakwaszać. Niepełne wiadro skoszonej trawy ok. 10 l. zalewa się wodą i odstawia na 7-8 dni, a gdy sfermentuje rozcieńcza ok. 1,5 litra gnojówki na 10 litrów wody i podlewa wieczorem. Czytałem o tym co prawda przy rododendronach, ale w większym rozcieńczeniu powinno być dobre i dla róż, które przecież lubią lekko kwaśne podłoże.
Spróbuję też zrobić gnojówkę z igieł świerka. Panią Maczek zaciekawił ten mój pomysł, sama będzie więc robić z igieł sosny. Będziemy mogli podzielić się spostrzeżeniami. Co prawda ta gnojówka będzie przede wszystkim pod rododendrony, aby naturalnie i mam nadzieję mocno zakwasić glebę, bez ryzyka zasolenia, ale ponieważ róże też lubią trochę kwaskowatości, to i one ciut dostaną (zwłaszcza chodzi mi o Ispahany wysypane keramzytem), oczywiście mniej i w większym rozcieńczeniu.
Pozdrawiam
(3 kwienia, 2016)

Piotr Szustakiewicz: Bardzo ciekawy ten Pana wpis o poszukiwaniu naturalnych środków ochrony róż przed chorobami grzybowymi i szkodnikami. Mogą być one jak najbardziej alternatywą dla chemii, która zawsze niesie ze sobą skutki uboczne i powiedzmy sobie wprost – zatruwa ludzi tak samo jak ziemię, wodę i powietrze. Tym bardziej to smutne, że sprawcą tego wszystkiego jest człowiek, istota uważająca się na najbardziej rozumną. Nie wierzmy też w dobrotliwość czegokolwiek z chemicznych półek co jak się nam wmawia ma działanie selektywne i poza swoim celem do zniszczenia jest nieszkodliwe dla innych organizmów. Takim dobrym przykładem głupoty ludzkiej, no bo jak inaczej to nazwać, był środek owadobójczy o nazwie DDT, u nas znany jako Azotox. Stosowany od lat czterdziestych po lata siedemdziesiąte, z Noblem za jego odkrycie w 1948. Działał tak szybko i skutecznie, że używano go gdzie tylko się dało powszechnie, też w tak nieprawdopodobnych miejscach jak mieszkania i pokoje dzieci. Rozpylano go wokół siebie, aby chronił przed komarami i innymi owadami, a nawet nasączano nim tapety. Dopiero larum podniesiono jak zaczęły ginąć całe populacje ptaków odżywiające się tak zatrutymi/padłymi organizmami (przykład wymarcia północnoamerykańskiego sokoła wędrownego). Okazało się, że DDT niszczy strukturę wapnia, co najbardziej przejawiało się w niewytwarzaniu naturalnej grubości skorupy jaj, co w konsekwencji prowadziło do nieprzedłużania sie danego gatunku. To teraz pomyślmy jakie spustoszenia siał DDT w układzie kostnym dzieci, gdzie wapno odgrywa tak kluczową rolę. Jest też udowodnione (Stany Zjednoczone), że u wielu po latach jest wprost sprawcą choroby Alzheimera. U nas Azotoxem truto nas aż do 1976 roku. Potem można było trochę odetchnąć, ale też nie na długo. Już wkrótce rozpętano szaleństwo stosowania glifosatu, o którym już wiadomo, że powoduje choroby rakotwórcze i zmiany w naszym genomie. I trwa do dziś bieganie z roundupami do każdego mniszka lekarskiego, który gdzieś tam się wysiał na rabacie. Jakby było tego mało, to jeszcze "przedsiębiorcy" rolnicy używają go np. do przyśpieszania dojrzewania rzepaku, a co? Prawo nie zabrania, to i im wolno. Pryskają całe hektary uprawy tuż przed samym zbiorem, aby dokładnie łodygi równo/ładnie im zasychały. No i już można młócić... rzepak i kasę nie oglądając się na cokolwiek. Tak może pisze o tym ostro, ale wie Pan - no trudno tu zdzierżyć.
Tym samym jak widzę takie postrzeganie ogrodów, gdzie nie idzie się na chemiczną łatwiznę to serce to cieszy jak najbardziej. Dziękuję za ten wpis i miło mi będzie jeśli pojawią się następne z Pana doświadczeniami w tej materii. Ja zrezygnowałem z chemii już będzie kilka lat temu, a mając za sobą niestety ten pierwszy niemądry czas kiedy jej używałem. Pierwsze lata są trudne, mszyc i wszelkiej zarazy jest więcej niż przed opryskami. Ale z roku na roku jest już tylko lepiej i co raz więcej spotykam biedronek i wszelkich błonkówek, które jak nikt inny potrafią zadbać o róże.
Bezopryskowe i wolne od chemii ogrody to nie jest moda, to konieczność jeśli chcemy przetrwać i nie wyginąć dokładnie w ten sam sposób jak giną mszyce.
Pozdrawiam
(10 kwietnia, 2016)