Rozmowy o różach

 

Piotr Szustakiewicz: Dzień dobry. Ma Pan kilka róż więc z jednej strony to wspaniała okazja, aby wszystkie dopatrzeć w detalach, a z drugiej pewnej ryzyko, że można z tym przedobrzyć :). Żartuję sobie trochę, bo oczywiście każda dbałość o róże i ogrody jest czymś jak najbardziej godnym pochwały. Może tylko pamiętajmy, tak jak pisałem na początku naszej rozmowy, aby młodym różom pozwolić szukać składników pokarmowych i tym samym rozrastać się przez to. Podawanie nawozu na talerzu powoduje, że korzenie gnuśnieją i nie przyrastają, a przez to nie tworzą tej solidnej bazy pod przyszłe duże krzewy. Ta gnojowica w przypadku tych starszych, to błogosławieństwo, ale w przypadku tych młodych może być też pewnym wstrząsem, nadmiarem którego krzewy nie będą zdolne przetworzyć. Nie byłoby też pożądane, aby w tym pierwszym roku nastąpił bardzo szybki wzrost, doprowadzający do wybujania pędów. Gdyby Pan zauważył nadmierne pokładanie i potrzebę palikowania, to wtedy zamiast tego ja opowiadam się za cięciem. Korzenie to taki fundament i teraz przez dwa kolejne lata ma się na nim budować parter, czyli odpowiednio mocne pędy dołem, które w przyszłości utrzymają wyższe partie, piętra liści i kwiatów.
(12 maja, 2016)

Marek Moch:  Tak. Pamiętam co Pan pisał, lecz bardziej chciałem je wzmocnić niż "podpędzić", taki był cel, ale rzeczywiście co za dużo to niezdrowo:). We wszystkim trzeba zachować umiar, ale nie zawsze to się udaje :). Wczoraj w rozmowie o obornikach znajomy nastraszył mnie turkuciem. Ja użyłem obornika końskiego, nie krowiego, bo teraz trudno znaleźć naturalny, krowy są faszerowane dodatkami paszowymi, antybiotykami itd., kiedyś gdy jako dziecko jechałem na wieś to uwielbiałem ten zapach :). Teraz, gdy przejeżdżam koło fermy krowiej, niedaleko mnie jest taka, to zapach jest nieprzyjemny. Ale i tak mnie dość mocno nastraszył. I kto wie, pewnie teraz użyłbym mimo wszystko krowiaka. O to widzę, że cięcie będzie potrzebne, bo np. Blanche Moreau znowu zaczyna się pokładać, ale poczekam aż przekwitnie.
(13 maja, 2016)

Piotr Szustakiewicz: Tak dzisiaj tylko krótko się odpiszę z tym turkuciem podjadkiem (roboty w ogrodzie huk :), którego zwłaszcza na rabatach z różami mam sporo. Obok mojego ogrodu jest taka niezagospodarowana działka, pełna dziko rosnącej roślinności i stamtąd on sobie tu hasa, ale chyba ostatnio mniej bo na granicy porozrastały się szachownice cesarskie i czosnek (też przeciw kretom), których zapachu nie znosi. Samej tej wiosny złapałem już ze 20 sztuk, szkoda mi go trochę niszczyć i wywożę na nieużytki, z dala od pól uprawnych. Z tego co ja wiem to największe straty powodują samice, które podgryzają korzenie młodych roślin, aby te uschły i odsłoniły drogę promieniom słonecznym, które są niezbędne do wylegania się młodych. Sprytnie to pomyślane, prawda :)? Jednakże turkucie w ogrodach nie są atrakcją i należą do szkodników.
Jeśli miałby Pan też chwilę na zrobienie kolejnych zdjęć róż to będzie mi bardzo miło zamieścić je w witrynie. Ja w tym roku doprowadzam do ładu taką drugą dużą rabatę z różami historycznym (25 krzewów). Posadziłem tam pierwsze róże 4-5 lat temu i przygotowałem odpowiednio stanowiska, natomiast pomiędzy nimi to wszystko dopiero teraz robię. Dużo tam czystej gliny z kiedyś kopanego stawu, no i atrakcja w postaci skrzypu :).  Mam też trochę tak, że ogrodem to zajmuję się według przychodzenia roślin. Marzec kwiecień to generalnie tulipany, maj-czerwiec to hosty, a od czerwca-lipca jest czas na róże :). Oczywiście w międzyczasie znajduję czas na inny inwentarz roślinny, którego ani się człowiek obejrzał trochę nazbierało.
Pozdrawiam.

Marek Moch: Ja pewnie go jednak nie mam, bo wszystkie róże są ok, poza tą którą nadmiernie się zajmowałem :)
Ale i ona dochodzi do siebie :). Bardzo ciekawe spostrzeżenia, też lubię jak tworzy się samoczynna równowaga, nie za bardzo uśmiecha mi się mordowanie różnych gadzin przy okazji różowania :) A podobno nawet turkuci jest dużo mniej niż kiedyś. Czosnki, ja koło Isphanów mam wsadzone, nasiona cebuli siedmiolatki i szczypiorku czosnkowego. A na rabacie 5 róż szał. Mam nadzieję, że trawnik wokół to przeżyje. Zrobiłem zdjęcia róż - wyślę je, wybrane.
Jeden z Ispahanów ...

Blanche Moreau...


i Felicite Permanier pąki...


Comte de Chambord...

Tydzień, dwa i będzie super.
Pozdrawiam
(26 maja, 2016)

Piotr Szustakiewicz: Dzień dobry. Dziękuję za zdjęcia i całą korespondencję. Róże wspaniałe, jak pamiętam swoje w tych odmianach, to prezentowały sie może w połowie tego co podziwiam tu na Pańskich zdjęciach. Kwitnienie w pierwszym roku po posadzeniu jest raczej skąpe albo nie ma go wcale, a tu rewelacja. A co dopiero będzie w kolejnych latach :)...
U mnie też w kwiatach od kilku dni obie R. foetida ("Austrian  Cooper" i "Persiana"), "Frihlingsduft" i "Nevada". O tak 10-14 dni wcześniej niż zazwyczaj. Oby tylko jaki deszcz spadł, bo sucho niemiłosiernie. Nie było mnie trochę w domu, a powrót wiosną po kilku dniach do ogrodu to najpierw radość z tego co zakwitło i przyrosło, a potem łapanie się za głowę ile to trzeba zrobić zaraz/teraz. Ot takie ups and downs ogrodnika :). Róże w tak suchy czas mają się jak najlepiej, wspomniana "Fruhlingsduft" rozpościera się tak 4 m w kwiatach w tym roku. To dobry rambler, pędy trzymają całkiem nieźle wzniesiony pokrój, bez konieczności dawania podpór. W moim ogrodzie jeszcze dość młody, w wieku lat sześciu...

Nareszcie wczoraj przeszła ulewa i bardzo dobrze, bo zaczynała mi się już woda w studni kończyć :).
Pozdrawiam
(31 maja, 2016)

Marek Moch: Dzień dobry.
Bosko, jest bosko... Kwitnie Blanche Moreau, Felicite Parmentier, Rose de Resht, Ispahan, zaraz będzie Comte de Chambord. Czekam tylko, w lekkim strachu czy nie pomylili w szkółce czegoś, na Charlesa de Mills. Czy to on, a on zbiera się dopiero do kwitnienia :). Ale pąki rozwijają się i chyba to on, muszę poczekać jeszcze z tydzień. Felicite ma taką niesamowitą cytrynową nutę! Nie dość, że są różne kolory kwiatów, różny ich kształt, także w trakcie rozwoju, różne liście, różne ich kolory jesienią, to jeszcze różne zapachy, bo np. Ispahan jest inny. Ten drugi Ispahan które prawie zachuchałem na śmierć :), już jest na nogach.
Wczoraj baardzo mocno padało.
Pana sposób sadzenia jest SUPER!!! Nikt mnie już nie przekona, że trzeba to robić inaczej!
Z ziemi, zwłaszcza przy Ispahanie, tym którego sadziłem sam (bo jak mówiłem miałem pomocnika), tym nie zachuchanym haha, wyrastają mocne, grubsze zdrowe proste pędy, zwłaszcza jeden jest widoczny, ale podobnie jest z Blanche Moreau. Ponieważ mam jeszcze aparat, zrobiłem parę zdjęć i pozwolę sobie je przesłać, z prośbą (przy wolnej chwili) z pytaniem, jak ciąć. Bo Blanche Moreau leży, podobnie Felicite oraz trochę Ispahan. Blanche była w najgorszym stanie, zbyt długo w doniczce i chyba pechowo w ogóle dostała jakąś taką złą ziemię, a przy tym zaskoczyła najlepiej (!) i nowe duuże liście i ciężkie kwiaty przeginają stare gałązki.
Podobnie jest z Felicite, wczoraj odciąłem jeden kwiat, bo leżał na ziemi, twarzą do dołu.
Niesamowity Ispahan, kwiaty zmieniają kształt w trakcie rozwoju, trochę też kolor, a poza tym jeden z kwiatów jest biały.
Pozdrawiam.
(2 czerwca, 2016)

Piotr Szustakiewicz: Bardzo mi miło czytać i widzieć tę radość z pierwszych własnoręcznie wyhodowanych róż. Cieszy mnie też niezmiernie, że jest przekonany do sadzenia krzewów na głębokości 10 cm, bo pamiętam, że na początku naszej rozmowy miał Pan wątplwiości czytając to co piszę na ten temat piszę:).
U mnie jak nie padało to nie padało, ale jak już przyszło, to najpierw ulewa a potem burzowa nawałnica. I proszę sobie wyobrazić, że mi taki twister powalił niczym drzewo "Rose de Rescht", prawie 10 letni krzew. Był posadzona solidnie zgodnie ze sztuką, tylko 4 lata temu zmuszony byłem w tym miejscu obniżyć rabatę o jakieś 5 cm, aby nowoposadzone bukszpany na żywopłot i ścieżka były wyżej. Z tym, że zawsze się zastanawiam na jakiej podkładce była ta RdR szczepiona, bo wcale nie dawała przyrostów, a powinna, nawet jak była nisko w ziemi. Od początku tworzyła tylko gruby pień. I teraz jak powiało to poszedł do góry o 5 cm, a krzew położył się na bok podpierając na pędach. Było tak sucho już w maju, że nawet trawy nie kosiłem (co widać:), aby do cna nie wypaliło...


Piszę tak o tym wszystkim, aby też pokazać jak ważne okazuje się niskie posadzenie i samoumocowanie się dobre krzewu w glebie. Zwłaszcza dotyczy to kilkuletnich róż o znacznym pokroju, ta moja Rose de Rescht to ponad 2 m średnicy przed kataklizmem :). A prezentowała się też tego roku jak nigdy okazale. Dla tak rozbudowanego krzewi te jedyne 5 cm okazało się być za mało, a przy tym jestem pewien, że gdyby nie potrzeba usunięcia wspomnianej warstwy 5 cm i pozostawieni na głębokości 10 cm, to do tego wszystkiego by nie doszło.
Kolejne zdjęcie to stan już po przecięciu i obsypaniu się kwiatów. Nie jest źle, ale to tak 2/3 tego co powinno być. Aby ustabilizować całość wbiłem pal drewniany u podstawy, do którego przymocowałem najstarsze pędy. Młode trzy zostały przygięte do ziemi na odkłady, z czasem wzmocnią lub nawet zastąpią mateczny krzew...

Widać tu jeszcze z lewej część krzewu "Souvenir de la Malmaison" (wspaniale brzmiąca nazwa róży i równie wspaniałe kwiaty), powyżej najprawdopodobniej "Graham Thomas" Austina (identyfikacja własna po pomyłce szkółki), obok na płocie niecodziennej urody "Emelie" rodem z Norwegii i z prawej "Marie Curie" (odmiana Meillanda, choć dla nas oczywiście Polka z pochodzenia :). Bukszpany na tej rabacie do formowania w tym roku, bo to oczywiście będzie niski żywopłot o wysokości 45 cm i 28 cm szerokości.
Pozdrawiam.
(4 czerwca, 2016)