Rozmowy o różach

 

Anna Krasiejko: Zaczynają się przymrozki więc na plan pierwszy wysuwa się problem zabezpieczenia zimowego róż, zwłaszcza tych sadzonych w tym roku. Im więcej czytam na ten temat tym więcej mam pytań. Na razie nie kopczykuję róż, bo wszystkie mają jeszcze liście, niektóre nawet bardzo bujne i piękne. Uncle Walter tak długo zbierał się z pierwszym kwiatem, że musiałam ściąć pąk - w wazonie na zabudowanym balkonie ma większe szanse zakwitnąć (na razie się namyśla). Ostatnio na działce przywitała mnie zimowa sceneria i róże stojące w śniegu i ze śnieżnymi czapeczkami. To tylko 20 km od Warszawy, a jakby inna strefa klimatyczna. Czy można obsypywać róże piaskiem lub torfem czy powinna być to ziemia? I jak długo można z tym zwlekać, jeśli liście nie opadają? Wiem, że róże powinny się trochę przechłodzić i zahartować, ale przy tych świeżo posadzonych się trochę trzęsę, że popełnię jakiś błąd. Mam do obsypania kilkanaście róż, więc nie muszę tego robić z wyprzedzeniem. Spokojnie zdążę się z tym uporać w jeden dzień. Czy róże o wiotkich pędach (Ispahan, Gislaine de Feligonde) próbować kłaść i zabezpieczać na leżąco czy raczej owinąć wokół podpórki (na razie róże nie są podparte)? Próbowałam znaleźć agrowłókninę o gramaturze powyżej 50 - owszem, bywa dostępna, ale w belach pięćdziesięcio- i stumetrowej długości. Gdybym miała kilkaset róż, to pewnie bym się nie zastanawiała...
Pozdrawiam (16 listopada, 2016 roku)

Piotr Szustakiewicz: Witam w "Rozmawianiu o różach". Zima ostatnimi laty przychodziła w połowie stycznia i do tego czasu można było czekać z okrywaniem róż. Kopcowanie to nie jest dla nich stan naturalny i przeciągajmy tę czynność jak tylko długo się da. Oczywiście nie dajmy się przy tym zaskoczyć zimie i patrzmy w prognozy. Interesować powinny nas takie z pogranicza minus 8-10 °C. Dla krzewów młodych (posadzonych tej jesieni) mogą już być one groźne, a i przy nich gleba jest już na tyle zamarznięta, że kopcowanie staje się bardzo trudne. Kwitnienie róż w pierwszym śniegu listopadowym zdarza się wielu odmianom, ja już od końca września prawie nic nie tnę, lepiej zimuje się pędom dobrze zabliźnionym. Dobra ziemia gruntowa na stanowisku krzewu różanego ma na tyle odpowiednią gęstość, że jest dobrym ocieplaczem, a przy tym też pewną porowatość zapewniającą dostęp powietrza do kopca. Piasek jest wprawdzie dobrym izolatorem ciepła, ale o niskiej porowatości. Przy słonecznej pogodzie będzie się obsypywał z kopca, a pod wpływem deszczu/śniegu zbijał i zasklepiał. Moim zdaniem nie nadaje się do kopcowanie tak dobrze jak ziemia. Co do torfu ogrodniczego, to może okazać się podobnie zbyt lotny na kopce, może być wywiewany i wymywany. Jeśli nie chcemy kopać na rabacie ze względu na bliskość innych bylin, to możemy dać ziemię uniwersalną, którą można nabyć w sklepie ogrodniczym. Na wiosnę możemy ją rozgarnąć po rabacie lub zebrać i wykorzystać w innym miejscu lub zaworkować ponownie i przetrzymać do kolejnej zimy. Jeśli mamy gałęzie świerkowe czy sosnowe to zawsze kopce możemy nimi wzmocnić. Jedyne pędy jakie przyginałem kiedykolwiek to były te róż sztamowych (szczepionych na pniu). Zdarzało mi się kiedyś też kopać rowy i kłaść w nie łozy winorośli, ale zrezygnowałem z tego na dobre. Łatwiej jest robić chochoły z agrowłókniny – wystarczają, a i pędy są w lepszej kondycji wiosną, nie zapadają na choroby grzybowe. Podobnie też sprawy się mają z różami ramblerami i pnącymi, łatwiejszym i prostszym jest okrywanie wyprostowanego, naturalnego pokroju. Przy doginaniu do ziemi bardzo łatwo można też uszkodzić podstawę krzewu, nie tyle wyłamać pojedynczy pęd co doprowadzić do rozszczepienia całości. Zwłaszcza jest to niebezpieczne dla krzewów młodych, pozostających zależnymi od podkładki. Kopiec sypany na 30-40 cm chroni krzew przed wyłamaniem się pędów w chochole nawet takim do 150 cm. Dobrze też zwłaszcza przy wysokich krzewach najpierw okrywać pędy, a dopiero potem kopcować, czyli obsypywać ziemią dolne warstwy np. agrowłókniny. Do okrywania nada się każda i tej gramaturze 50g/m² można używać, ale jak napisałem jest ona dla róż za słaba ze względu na darcie się tkaniny. Może się to zdarzyć już zimą przy szarpaniach spowodowanych wiatrem lub na wiosnę przy zdejmowaniu. Im grubsza agrowłóknina tym starczy na dłużej. Ja używam niezmiennie tej 100g/m² od dobrych 8 lat. Jednakże jeśli trudno nam dostać taką, to korzystajmy z tej jaka jest dostępna. Pomyśleć tylko trzeba jak wiązać chochoły, aby jej nie uszkodzić. Można na przykład użyć szarego papieru pakowego i z niego zrobić pierwszą warstwę chochoła (tak aby przykryć kolce) i na to dopiero dać omotanie z agrowłókniny. Pierwsza zima jest zawsze dla róż najtrudniejsza, w kolejnych nawet jeśli przemarznie część pędów to przy poprawnym kopcowaniu zawsze krzew ma z czego odbić. Dlatego warto w mroźne zimy róże doglądać, sprawdzać stan kopców, a jeśli mrozy siarczyste to dodatkowo je wzmacniać przez docieplenie czy choćby samo obsypywanie śniegiem. Jak zawsze powtarzam, Polska to nie jest idealne miejsce dla róż, niemniej przy pewnych staraniach da się je uprawiać z powodzeniem. Jeśli o czymś nie napisałem lub też moje wyjaśnienia sprawią dodatkowe pytania, to proszę pisać.
Pozdrawiam
(17 listopada, 2016)

Marek Moch: W Koźminie Wielkopolskim w miejskim parku są (między innymi) trzy rabaty z różami. Jedna duża okrągła, kawałek dalej dwie mniejsze półokrągłe, bardzo ładnie tam wyglądają, naprawdę świetnie się komponują. To chyba, tak jak porównuję ze zdjęciami w internecie, Lovely Fairy. Ale mogę się mylić. Kwitną w kolorze ciemniejszy róż, długo, mają nie za duże ciemnozielone liście, takie trochę błyszczące, krzewy nie za wysokie, gałązki z lekka się pokładają gdy podrosną. Byłem tam w tamtym tygodniu i one są już okopczykowane ziemią kompostową. Są też przycięte, ale nie wiem kiedy to zrobili. A u mnie dziś zauważyłem, że Rose de Resht usiłuje zakwitną jeszcze jednym kwiatem.
(21 listopada, 2016)

Piotr Szustakiewicz:
Zapewne firma zajmującą się zielenią  w Koźminie Wielkopolskim lub tamtejszy urząd miasta tak to miało rozpisane w planie rocznym, też zapewne wykonanym według ogólnych założeń pogodowych. Przed 2010 rokiem, ja z końcem listopada zawsze kopcowałem wszystkie róże i też u znajomych pod Warszawą. Natomiast ostatnie lata to prace te wykonuję z końcem grudnia, a nawet i zdarzało się w styczniu. W tych dużych miejskich nasadzeniach to nawet jak róże zaczną się zagrzybiać przez wysokie temperatury, to chemia na to wiosną pomoże. A jak nie pomoże i będą wypady, to i znajdą się nowe nasadzenia. Co innego w ogrodach prywatnych i bezopryskowych. Ja dbam o każdą różę i każda strata jest dla mnie niepowetowana. Mogę też sobie pozwolić na to czekanie na zimę i myślę, że tak może być w każdym prywatnym ogrodzie. No chyba że, róż ma się tyle co Barbra Streisand, to jest ponad 1500 i wtedy trzeba by to sobie zaplanować. Ale też ten jej ogród położony jest w Kalifornii, więc oczywiście ona takimi sprawami głowy sobie nie zaprząta :). Podobnie jak i Anglicy, Francuzi i Niemcy. No może jak im się trafi co z róż orientalnych z USDA 7a-7b (-17.8 °C i -15 °C) i wyżej, to wówczas sięgają po agrowłókninę. Kopcowanie róż jest tam dużą rzadkością. A jeszcze wracając do takiej Kalifornii i podobnych klimatów, to róże też tam zupełnie inaczej się prowadzi i inaczej też rosną. Na przykład taki wspaniały mieszaniec herbatni "Barbra Streisand" (Tom Carruth, USA, 2001) to mrozoodporność strefy 6b czyli do -20.6 °C. U nas jeśli już jest się szczęśliwym posiadaczem tej wyjątkowej róży, to koniecznie trzeba kopcować, a w mroźniejsze dni docieplać jeszcze stroiszem. Na wiosnę wiadomo, że koniecznym będzie cięcie do górnego poziomu kopca albo jeszcze niżej. Natomiast tam gdzie ciepło cięcie pędów zaleca się tylko o 1/3, dzięki temu krzewy wcześniej kwitną, bujniej i pełniej. W dużej części Niemiec na ten przykład, nie tnie się już floribund tylko pozwala rosnąć niczym różom parkowym, kiedy u nas co roku trzeba ciąć do linii przemarzania.To prawda, że jesienią róże potrafią być równie piękne jak i latem. W tym roku niestety, w październiku i listopadzie na Mazowszu słońca mało i podobnie też kwiatów. To jakby "Rose de Rescht" zakwitła to proszę o zdjęcie. Co do wczesnojesiennego cięcia, to pisałem, że  pędy mogą się nie zabliźnić/zaschnąć dobrze do zimy i w konsekwencji łapać przez te rany infekcje. Ale też ja nie tnę ze względu na owoce i to już od początku września, aby się zdążyły zawiązać u odmian powtarzających. U tych które kwitną tylko raz nie tnę w ogóle po kwitnięciu. Róża stulistna "Rose de Meaux" w owocach i już bez liści, w tle francuska "Cora" jak nie z jesieni, a to przecież połowa listopada...
Pozdrawiam
(21 listopada, 2016)

Marek Moch:
Tak też sobie to wytłumaczyłem! To kopcowanie w parku. Rutyna. A dziś jest naprawdę ciepło. Bardziej mnie zastanawia to cięcie. Jasne, jeśli Rose de Resht rozkwitnie, zrobię zdjęcie i wyślę, ale na razie pąk trochę się tylko rozwinął. Ale i tak jest to widoczne, nawet z daleka. I ta pora roku.
(23 listopada, 2016)

Agnieszka: Ale Pan ładnie wspomniał Barbare Streisand i jej róże. A może jeszcze co wiadomo Panu więcej o tej odmianie, która została nazwana jej imieniem? Znam ją tylko ze zdjęć widzianych na pewnym naszym forum ogrodniczym, ale tam już nie bywam i nie widzę też tego postu. W internecie jest wprawdzie wiele zdjęć tej róży, ale zrobionych w Polsce to nie widziałam. A róża chodzi za mną cały czas, no najnormalniej jestem "woman in love" :), podobno też równie wspaniale pachnie co wygląda. Pytałam w tych naszych najbardziej znanych szkółkach, ale albo wcale nie słyszeli albo nie mają dostępu do róż amerykańskich. Barbare Streisand uwielbiam za grę aktorską i za muzykę, więc jak tylko przeczytałam tutaj, że jest posiadaczką przepięknego ogrodu różanego, to to moje uwielbienie jeszcze bardziej wzrosło. Będę wdzięczna za wszelkie informacje w sprawie tego mojego różanego marzenia :). Pozdrawiam z nadchodzącym Nowym Rokiem.
(30 grudnia, 2016)

Marek Moch: No i proszę. Mamy już 2017r., a ja do tej pory nie okryłem jeszcze moich róż. Dwa razy tylko temperatura nocna spadła tutaj do 6-7 stopni poniżej zera, poza tym temperatury nocne to minus 2 minus 3 minus 4. Na wszystkich różach jest jeszcze część liści, na Ispahanach najwięcej, ale na innych też trochę. Pozdrawiam.
(2 stycznia, 2017)

Piotr Szustakiewicz: Pozdrawiam noworocznie wszystkich odwiedzających "Rozmawianie o różach". To prawda, ani się obejrzeliśmy i mamy kolejny rok. I już ponad dziesięć tysięcy odsłon tej historii. Zatem jesteśmy czytani, co niezmiernie cieszy :).
Pani Agnieszko, dziękuję za bardzo ciekawe pisanie, postaram się odpowiedzieć w tym tygodniu. Mam sporo informacji o róży "Barbra Streisand", tylko chciałbym opatrzeć mój wpis zdjęciami, te niestety nie będą moje i czekam na stosowne otrzymanie prawa do tego.
Panie Marku, zima chyba jednak nie zapomniała o nas i wszystko wskazuje na to, że nadciąga. Na Mazowszu za 3-4 dni ma być -8°C w nocy, w kolejnym tygodniu nawet poniżej -15°C. To wprawdzie tylko prognozy, ale zdecydowałem się w najbliższych dniach obsypać kopcami wszystkie moje róże. Jak zetnie ziemię -8, to potem będzie trudno cokolwiek szpadlem ruszyć. Z chochołami zawsze można się wstrzymać i wiązać je później przy sroższych mrozach. Mimo podawanych bezpiecznych dla róż temperatur, czyli to ile powinny wytrzymać, ja przy -15°C mam już zawsze wszystkie krzewy w chochołach i stroiszach, dobrze omotane. Poniżej tej temperatury pracuje się już w ogrodzie trudno, po prostu ręce grabieją, a i róże lepiej aby przy tych minus piętnastu miały ochronę. Temperatura temperaturą, a wiatr może też tu swoje dołożyć. U mnie podobnie część krzewów jeszcze w liściach, a nawet spotyka się i pąki, zwłaszcza u róż rabatowych (mieszańce herbatnie, miniatury, floribundy, angielskie). Można by sobie tylko wyobrazić jak to z nimi bywa w ten czas w takim klimacie śródziemnomorskim. Pozdrawiam.
(2 stycznia, 2017)

Piotr Szustakiewicz:  Odpisuję się o róży "Barbra Streisand" (Hybrid Tea, Tom Carruth, USA, 2001), jednakże nie mam jeszcze przygotowanego wspomnianego zdjęcia, jak tylko pojawi się taka możliwość to wstawię. Gdyby to była róża z mojego ogrodu, to by nie było sprawy, ale to jednak nie takie łatwe dostać tę odmianę. Też znam ją tylko ze zdjęć i podobnie widziałem ją na polskim forum ogrodniczym, z tym że o ile pamiętam, to róża była z ogrodu pani która jest Polką a mieszka bodajże we Francji lub Belgii. To był już słusznych rozmiarów krzew sięgający 150 cm, o silnych wyprostowanych pędach, wypełniony niezwykle zdrowymi, ciemnozielonymi skórzastymi liśćmi. Oczywiście we wspaniałych kwiatach, dużych i pełnych w kształcie, w kolorze lawendy z ciemniejszymi, purpurowymi brzegami płatków rozwiniętych. Całość krzewu sprawiała tak niezwykłe wrażenie, aż trudno było uwierzyć, że to mieszaniec herbatni, a nie silnie rosnąca floribunda czy też róża parkowa. Zapewne na żywo ten zachwyt byłby jeszcze większy, bo przecież kwiaty "Barbra Streisand" przecudnie pachną silnymi cytrusowymi/cytrynowymi nutami. Ciekawe czy ktoś w Polsce uprawia tę różę i jakże też ona się spisuje w naszych warunkach? Wiadomo, że jest polecana na klimaty ciepłe, podobne do tych w rodzinnej Kalifornii. Jej hodowca to Tom Carruth, autor ponad 100 róż, spośród których wiele zdobyło niezwykle nobilitujące wyróżnienie All America Rose Selections, m. in dwie które uprawiam w moim ogrodzie - "Fourth of July" (Climber, Carruth, 1999) i "Strike It Rich" (Grandiflora, Carruth, 2005). Właśnie czytając kiedyś tam o tych różach, przeczytało mi się o "Barbra Streisand". Wszystko zaczęło się w 1997 roku, kiedy to do kalifornijskiego ogrodu Barbry Streisand trafiły trzy niezwykłej urody mieszańce herbatnie, pochodzące ze szkółki Weeks Roses, w której to pracował i pracuje po dzień dzisiejszy Tom Carruth. To całe przedsięwzięcie miało na celu wyłonić różę godną nazwania imieniem i nazwiskiem Barbry Streisand. Ta już na samym początku ogłosiła, że osobiście będzie doglądać wszystkich testów, które miały być prowadzone na przestrzeni całych dwóch lat. To wszystko nie było przyjętą praktyką, bo z reguły zaprasza się do szkółki sławną osobę, pokazuje bezimienną odmianę, następnie podpisuje zgodę na używanie nazwiska, wspólne zdjęcie jeszcze z różą dla katalogu i w kilka godzin wszystko załatwione. Proste to i nieskomplikowane dla wielu celebrytów, ale nie dla tak wytrawnej rosarianki jak Barbra Streisand. A przy tym też
osoby perfekcyjnej, za taką jest powszechnie uważana i też jest taką w prowadzeniu swojego różanego ogrodu. W 1999 roku, po przyjrzeniu się swoim trzem podopiecznym z każdej możliwej perspektywy, wybrała tę lawendową, doskonałą w każdym calu. Róże były dla Streisand zawsze tymi najpiękniejszymi z kwiatów, pojawiają się w jej otoczeniu na scenie kiedy koncertuje i na okładkach wielu płyt. W tym i na "Just For the Record" (1995), zdjęcie płyty z mojego rodzinnego zbioru...

To wprawdzie nie jest taka muzyka, której słucham najczęściej, ale zdarza mi się :). Z takich różanych piosenek Streisand to warto niewątpliwie jeszcze wspomnieć "A Second Hand Rose" z musicalu " Funny Girl" z 1968 roku, gra tam z Omar Sharifem. A tytuł tego filmu to też nazwa róży W. A. Warrinera (Miniaturowa, 1982) i moim skromnym zdaniem to ona jest na okładce tej prezentowanej przeze mnie płyty. Ciekawie sobie te róże Streisand wymyśla i układa w swoim życiu.
I co by nie mówić, róże można spotkać wszędzie, gdzie się tylko by nie popatrzeć...Tylko nie zawsze te, których akurat szukamy, prawda? Też rozpytywałem o "Barbre Streisand" w tych szkółkach gdzie udało mi się nabyć inne amerykańskie, ale nie mieli na stanie ani też w planach sprowadzenia. Może jeszcze jest za mało znana? Ale może jak będzie się o tej róży dużo mówić i będą chętni do nabycia, to może gdzieś w ofercie się w końcu pojawi.
Pozdrawiam
(5 stycznia, 2017)

Agnieszka: Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam Pana odpowiedź. To wszystko jest bardzo interesujące, takie ciekawostki-perełki :). Tak  sobie dokładniej poszukałam i widziana na forum róża to pewnie ta sama co Pan wspomina. Dokładniej, rośnie w ogrodzie pani Małgorzaty z Francji, z Bretanii. Jeszcze widziałam z opisem taką z ogrodu amerykańskiego o której autor postu pan Marek ze Stanów Zjednoczonych pisze: "Po raz pierwszy widziałem tak ładną Barbra Streisand. Róża ta rozsiewa niesamowicie silny zapach różano-cytrynowy po prawe całym ogrodzie". Podobała mi się zawsze ta róża, ale teraz po poznaniu jej historii utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę ją zdobyć. To nie jest taki kaprys różany, bo odmiana jest przecież bardzo cenna. Aż dziwne, że nikt jeszcze jej nie sprowadził do Polski. Pewnie będę musiała się rozejrzeć po szkółkach zagranicznych. Oby tylko "Barbra Streisand" polubiła nasz klimat. Raz jeszcze dziękuję za interesujące wszystkie wieści :). Pozdrawiam ps. Ja mam różany album "Encore" Streisand, na okładce jest piosenkarka i cudne bukiety róż w tle.
(7 stycznia, 2017)

Marek Moch: Moje róże okryte. I dobrze, bo u mnie mróz prawie -15 stopni. Przed momentem spojrzałem na termometr. Felicite Parmentier też ma takie cytrynowe nuty. Wspomniałem już kiedyś o tym. Jakie to było dla mnie zaskoczenie, gdy to w tym roku poczułem, ho ho. Pozdrawiam Panią. Pozdrawiam Pana.
(8 stycznia, 2017)