Rozmowy o różach



Marek Moch: Mamy już styczeń 2018, a u mnie ciągle zima, nie zima, co mnie bardzo cieszy. Ale wpis dotyczy innego problemu. Wydaje mi się, że jeszcze go nie poruszaliśmy, a dla mnie jest b. ważny. Wiem, że ma Pan też kilka mieszańców rugosy (hybrid rugosa). Ciekawi mnie co z owocami. Sama rugosa, ta wersja podstawowa, botaniczna, rozmnaża się poprzez rozłogi i poprzez owoce, nasiona ze zjedzonych owoców przenoszą i rozsiewają ptaki. Rugosa jest gatunkiem obcym i dość ekspansywnym, by nie rzec inwazyjnym. Najmocniej widać to nad morzem, gdzie zarasta zasolone wydmy, ale nie tylko. Oglądałem kiedyś program o ogrodzie p. Mariana Soltysa i jego sąsiada. I tam przewijało się kilka razy, żę na Lubelszczyźnie rugosa jest wszędzie, na Chełmszcz
yźnie jej nie ma, ale to zasługa zasadowych gleb, które tam są. Powiem szczerze, mieszańce rugosy mają bardzo wiele przydatnych cech, odporność na choroby grzybowe, odporność na złe warunki, w tym zacienienie, niektóre są też mrozoodporne i przy tym bywają takie, które nie mają zbyt dużo kolców. Ale ciągle mam obawę, czy nie są tak ekspansywne jak forma podstawowa. Czy np. ich owoce, nasiona, nie powodują, że potem to się rozłazi, rozsiewa. A akurat dla mnie b.b. ważne jest, aby robiąc coś, nie dewastować RODZIMEJ PRZYRODY, do której mam szacunek i którą b.b. podziwiam. Co prawda jak to mieszańce, powinny być słabsze, mniej żywotne, ale ??? Jakie są Pan doświadczenia, przemyślenia w tej kwestii?
Pozdrawiam Serdecznie
!
(9 stycznia, 2018)

Piotr Szustakiewicz: Witam również Pana serdecznie w Nowym Roku i oby ten był lepszy niż poprzedni. Dla róż, 2017 był całkiem dobry, no może tylko zbyt deszczowy i niezbyt słoneczny w sezonie kwitnienia. O ile dwa wcześniejsze lata były bardzo suche na Mazowszu, to teraz poziom wód gruntowych bije rekordy. Nie pamiętam, aby staw i studnia w moim ogrodzie były bliskie przelania się już w styczniu. To prawda, zimy jeszcze nie ma, temperatury nieznacznie poniżej zera. Bez śniegu, choć na początku grudnia spadł taki bardzo mokry, lepki i pierwszy raz doświadczyłem wyłamania się pędów róż pod jego ciężarem. Nie było przymrozków, liście trzymały się całkiem jeszcze zdrowo i śnieg osiadł na nich jak na iglastych. Stało się to bardzo szybko, zanim zdążyło się zareagować. Nie było tego dużo, raptem 4 przypadki, ale i tak szkoda, że trzeba się uczyć i przez takie doświadczenia. Jeden z nich u dwunastoletniej "Sekel" trzasnął w połowie swojej długości jak zapałka, a solidny całkiem był, jak i cały krzew. Patrząc na zdjęcie róży z lata tego roku, nietrudno się domyślić, który to. Potwierdzam, pierwszy z lewej. Krzew nie był cięty latem, a ten pęd po kwiatach został przyciągnięty do pokroju krzewu. Teraz wiem, że jednak lepszym rozwiązaniem byłoby jego usunięcie...

Piszę tak też o tym w kontekście tych naszych ubiegłorocznych dywagacji – ciąć czy też nie ciąć. I nowej nauki. Zawsze w trakcie mokrych opadów chodzę po ogrodzie i obsypuję ze śniegu sosny, świerki, jałowce, żywotniki i cyprysy. A teraz do tej listy wymagających takiego dopatrzenia dopisuję jeszcze róże. Czy wszystkie starsze krzewy mogą być podatne na takie wyłamania? Trudno tu mówić o regule. Może tak się stać, ale też równie dobrze nie. Obok "Sekel" rośnie podobnej ponad 2 metrowej wysokości, mocno zagęszczony "Westerland". Oblepiony był śniegiem jak bałwan, a dał sobie radę, zdjęcie z tego lata...


Z uprawą odmian/mieszańców Rosa rugosa nierozłącznie związana jest kwestia doboru stanowiska. A tak dokładniej to zadanie sobie pytania, czy będę miał gdzie tę moją różę pomarszczoną posadzić w ogrodzie. Jakkolwiek same powody zainteresowania się różą są bardzo oczywiste. Wymienił Pan – małe wymagania glebowe, wysoką odporność na choroby, szkodniki i mróz. Ja od siebie dodałbym też inne walory różane, czyli wspaniałe pod względem kolorystycznym duże kwiaty, bardzo często o pełnych kształtach i niezwykle silnym zapachu oraz całkiem dobre jak na róże naturalne powtarzanie kwitnienie. Płatki niektórych odmian ("Hansa", "Moje Hammarberg") doskonale nadają na przetwory, konfitury i wyroby cukiernicze. Podobnie jak i owoce, o bardzo wysokiej zawartości witaminy C, posiadające wiele właściwości leczniczych. Należy też wspomnieć o nietuzinkowej urody liściach, skórzastych i pomarszczonych, efektownych od pierwszych oznak wegetacji aż po jesienne przebarwienia. Zatem, czego można wymagać więcej od róży? I tu wracamy do kwestii wyboru stanowiska, jedynej niedogodności z którą trzeba się zmierzyć. Jeśli chcemy uprawiać czysty gatunek R. rugosa to musimy stanowisko przeliczyć na metry kwadratowe i tych powinno być co najmniej cztery. A i to na przestrzeni dekady będzie zapewne mało, zwłaszcza jeśli gleba żyzna i wilgotna. Taka ciekawostka, ten gatunek pochodzący z Chin i Japonii, w klimacie chłodniejszym (Polska Północna, Skandynawia, Rosja, Kanada) rośnie znacznie silniej niż w cieplejszym. Niemniej nawet i tu trzeba się liczyć, że będzie ekspansywny w odrostach. Można to ukrócić przez wyznaczenie trwałych granic stanowiska, na przykład uprawiając we wkopanym kręgu studziennym. Jeśli nie mamy miejsca na takie prowadzenie róży, to zawsze można sobie znaleźć jakiś ogólnie dostępny nieużytek, tam też sobie posadzić i odwiedzać. Na pewno nie doprowadzi to do degradacji środowiska w tym miejscu, a tylko je wzbogaci. Da też z czasem pożywienie dla ptaków i wielu zapewni ochronę w okresie lęgowym. Czasami widzi się duże powierzchnie skarp czy wydm porośniętych różą pomarszczoną, ale to przecież nasadzenia idące w setki, a nie to, że pojedyncze tak się rozrosły czy rozsiały. Nie mam nic przeciwko sadzeniu róży pomarszczonej, tam gdzie tylko na to dostępny areał pozwala.
Trochę inna sprawa ma się z mieszańcami Hybrid rugosa. Te zdecydowanie dają słabsze odrosty korzeniowe, a u niektórych aż trudno się takowych doczekać. Można je uprawiać nawet w mniejszych ogrodach, traktując podobnie jak róże parkowe, które to w wielu przypadkach je przerastają. Bardzo ładna w kwiatach "Kaiserin de Nordens" (Regel, Rosja, 1879), dorastająca do 120 cm przy podobnej szerokości, to pokrój prawie że rabatowy, a już zwłaszcza w porównaniu do tych dwóch róż prezentowanych przeze mnie powyżej. U pięcioletniej już w moim ogrodzie nie zauważyłem nadmiernego rozrastania. Byłoby raczej pożądane, bo rośnie jako soliter na skraju trawnika w części owocowej ogrodu. Podobnie sprawy też mają się ze starszą o dwa lata "Moje Hammarberg" (Szwecja, 1931). Przybiera wprawdzie na szerokości, ale to tylko cieszy, bo w ten sposób kwiatów, liści i owoców jest znacznie więcej. Proszę zwrócić uwagę na miejsce pochodzenia zarówno jednej, jak i drugiej. To nie przypadek, podobnie ma większość mieszańców tego gatunku, co dla nas mieszkających w tej zimniejszej części Europy nie jest i bez znaczenia. Ja ze swojej strony bardzo polecam uprawę, na pewno każdy znajdzie choć jedną odmianę róży pomarszczonej odpowiednią do swojego ogrodu. Jeśli przeznaczeniem będzie rabata dzielona z innymi bylinami czy krzewami, to może być tak, że po kliku latach krzew będzie wymagał usunięcia części odrostów. Natomiast na samodzielnym stanowisku można o niej prawie "zapomnieć" i prace pielęgnacyjne ograniczyć do minimum.
Pozdrawiam
(12 stycznia, 2018)

Marek Moch: Dzień Dobry. Ten Westerland jest boski! Boski. Ale zdrowa! I ogromna. I tak się u Pana udaje, mimo że jak czytam ma geny mieszańców herbatnich. Brawo! No tak, ale jak się tak dba o zabezpieczenie na zimę, to są efekty!! Są efekty! Ależ ona mi się spodobała, ta Westerland. Hmm może rzeczywiście jestem zbytni skrupulant z tymi rugosami. Tak samo mnie uciszano na jednej stronie ha ha ha, gdzie dość gromko wyrażałem swoje wątpliwości co do rugos. A też z dzieciństwa tak mi się zdaje, jakbym pamiętał że kiedyś chyba je sadzili w miastach, to musiały być botaniczne czyste rugosy pewnie, a potem gdzieś poznikały, nawet jak je wyrąbali, to przecież gdyby były tak ekspansywne to by zostały. Z drugiej strony M.Sołtys i jego opowieść o Lubelszczyźnie, wynikało z jego słów że tam ich nikt nie sadził. Tylko ptaki rozniosły. No i wydmy na morzem. A jest tam tego dużo. Właściwie to bardziej mi chodziło o to, czy one (hybrid rugosa) dają u Pana siewki z nasion. Moje Hammarberg daje owoce, Gefylt nie wiem, a Ritausma piszą, że nie. I co dalej? Łany inwazyjnych siewek? :). Ja bym wybrał tę ostatnią - też w związku z tymi strachami o owoce i inwazję. Ha ha, ALE już dużo mniejszymi po Pana wpisie. Podobnie ponoć nie ma nasion odmiana Martin Frobisher, choć ta ma tylko częściowo geny rugos, więc nie wiem czy to się liczy ;). Therese Bugnet miewa, ale nieliczne. Link do strony fińskiej, gdzie są pojedyncze owoce, zdjęcia 7 i 12. I na koniec z innej bajki, sądzi Pan że to jest jeden krzew czy dwa na zdjęciu 13, które tak się o siebie opierają, wspierają jak tancerze Zorby :)? Duuży, wspaniały okaz! 
Pozdrawiam
(16 stycznia, 2018)

 










  • Brak komentarzy
Dodaj komentarz