Rozmowy o różach


Marek Moch: Dzień Dobry. Ooo ja mam taki sam pogląd w kwestii oprysków jak Pan! Pełna zgoda. Te moje opryskałem, z bólem, tak jak w poprzednim roku, raz, wcześnie, i tylko dlatego, że róże są jeszcze małe i bałem się, że gdy psowacze i reszta towarzystwa je "ogolą", to zahamuje to ich wzrost. No i trochę dlatego – przyznaję szczerze – że na małych różach widać mocniej te pożarte liście, liści jest mniej, widać to bardziej. Ale głównie to z tych obaw o wzrost, sam Pan wie, że chyba ciut za bardzo się „trzęsę” nad różami. A to rycerskie córy, piękne, szlachetne, ale w większości wypadków także nadspodziewanie żywotne i silne. Mam jednak nadzieję, że już w następnym roku, najpóźniej za dwa lata, będę mógł nawet z tego jednorazowego oprysku zrezygnować. W razie pojawienia się gąsienic, można je po prostu ręcznie zbierać i niszczyć. Ja mam tylko siedem róż! No i przecież są jeszcze ptaki. A wreszcie, na większych krzewach nie widać też tak mocno tych pogryzionych liści. Poza tym postaram się już w tym roku, jesienią, zrobić w sposób dokładny to, co poprzedniej i jeszcze poprzedniej jesieni robiłem nie dość dobrze, mianowicie dokładnie wyzbieram opadłe różane liście. Sprawiłem sobie grube rękawice do róż, bo poprzednio gdy robiłem cokolwiek, w takich zwykłych, to kończyło się na b. licznych zadrapaniach. Faktem jest, że ten oprysk działa, nie ma żadnych psowaczy czy innych nimułek, nic nie oblatuje róż, nie ma gąsienic. Ale na Blanche Moreau dostrzegłem takie plamki, zasuszenia, po jednym czy dwa, na końcach niektórych liści. W pierwszej chwili pomyślałem, że to może rdza, albo mączniak rzekomy. Ale chyba na to za wcześnie. Tak sobie więc myślę, że chyba popaliłem z lekka liście tym opryskiem (?). To byłby dodatkowy argument za tym, aby z oprysku przeciwko owadom rezygnować. Co do mszyc – to mam ten sprawdzony patent, czyli sadzę obok bób. Kilka nasion. Gdy wschodzą, to mszyce są tylko na liściach bobu! W dużych ilościach, razem z mrówkami. Nie ruszają się nigdzie dalej! Róże mają w głębokim poważaniu. Potem, gdy dojrzeją nasiona bobu i roślina zasycha, to się ją po prostu wyrzuca. Można wtedy dać kolejne nasiona, albo już ciut wcześniej. I znowu rośnie młoda roślina, młody bób. I mszyce tylko tam. Bób rośnie bardzo szybko. A jego kwiaty są miododajne, widzę na nich różne pszczoły, czy trzmiele et consortes. Co do chorób grzybowych, to jeśli się chce mieć róże bardziej wrażliwe, a taka jest Blanche Moreau, to trzeba się z tym pogodzić. Ewentualnie są wyciągi roślinne, czosnek itede. Ale przede wszystkim – takie mam przemyślenia – musi być przewiewnie, więc w tym roku byliny mam tylko na obrzeżach rabaty. I tak już będzie zawsze. Poza tym jest cięcie. Gdy w tamtym roku zwlekałem z nim, to mączniak prawdziwy pojawił się na z natury zdrowych Ispahanach! Tam były ogromne przyrosty, było tam bardzo gęsto. Przy przycięciu i prześwietleniu zniknął, nie pojawiał się ponownie na nowych liściach. Tak samo było na też z natury zdrowych Rosa Mundi i Felicite Parmentier. Tam pomogło oczyszczenie najbliższego otoczenia z bylin. Które nie dość, że dusiły róże, ale redukując dostęp światła i powietrza, pogarszając warunki, powodowały że pojawiały się choroby. Rose de Recht i Comte de Chambord nie sprawiały problemów. Ale Comte rósł słabiej, co jeszcze teraz widać. Zatem dobre stanowisko, głębokość i rozstaw, rozsądek w nawożeniu, nie podlewanie po liściach i przewiew, przewiew i słońce. Dziękuję bardzo za świetny poprzedni wpis i sugestie. W tym co do oprysków. I rezygnacji z nich. Tak zrobię! Wpis jak zawsze bardzo taktowny, mimo że jak zawsze z pasją i z wiedzą! Jest Pan moim mentorem w kwestii róż i z ogromną przyjemnością zawsze czytam wszelkie Pana wpisy! A i w ogóle co do roślin i Natury, to mamy bardzo podobne poglądy. Pozwalam sobie przesłać kilka zdjęć z 19 maja tego roku. Moje Ispahany...


I Rabata Pięciu Róż...

Czekam na ewentualne uwagi co do dalszego kierunku kształtowania pokroju. Ale jak zawsze, jest to jedynie sugestia, prośba, ja dobrze wiem, ile czasu zajmuje praca w ogrodzie, a Pan ma róż tak duuużo :-). Poza tym nasze Rozmowy, myślę, uważam, mają być przyjemnością, nie obowiązkiem. Takie są dla mnie. Od razu skreślę parę uwag.
Jeden z pędów Comte de Chambord, po prawej stronie na zdjęciu, jest pochylony
. Myślałem, czy go nie ciachnąć, ale był zdrowy i ma dużo kwiatów. Podparłem go mocno od spodu kamykiem i teraz jest wyprostowany, mam nadzieję, że będzie sztywniał w tej wyprostowanej pozycji. No i mam nadzieję, że kamyk nie będzie za bardzo ocierał pędu. Tak swoją drogą, to najpierw dałem mniejszy kamyk, ale okazał się zbyt mały, więc wybrałem się na okoliczne pola i poszukałem większych, teraz są dwa większe, wzajemnie się wspierające, częściowo wkopane w ziemię. O obłych kształtach. Całość wydaje się stabilna i bezpieczna dla pędu, który dzięki temu jest teraz we właściwej pozycji. Sam Comte nie wygląda, podobnie jak Rosa Mundi, zbyt dobrze, ale one były stosunkowo małe i jeszcze się nie rozbrykały. Gdy sadziłem Comte’a, to z ziemi wystawało naprawdę bardzo mało. Poza tym, w tym roku dość dużo tam, u obu tych odmian, wyciąłem, kierowałem się zasadami, no i trzeba było dość mocno powycinać.
Sądzę, że za rok, dalsze przyrosty i kolejne cięcia spowodują, że będzie ok. Zaskoczyła mnie Felicite Parmentier. W tamtym roku była omączniakowana. A tu proszę. Zadusiłem ją w tamtym roku tymi bylinami, ale może dlatego (?) ruszyła już wtedy w górę a potem też na górze w boki, do światła, co dało zgrabny pokrój w tym roku, a może to zasługa jej genów. Czytałem, że alby – a to przecież alba – z natury, same z siebie, formują się w zgrabny krzew i nie potrzebują aż tak bardzo cięcia. A może udało mi się też dość zgrabnie ją przyciąć w tym roku. Na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciu. Z efektu cięcia jej, byłem zadowolony.
Rose de Resht zwarty, mimo cięć bardzo zwarty krzew, taka jego natura. Takie mam spostrzeżenia. Poza tym daje też odrosty i to dość blisko głównego krzewu, usuwam te które wizualnie są oddzielone od głównego krzewu. Zastanawiam się, czy nie za mało ciąłem Blanche Moreau, ale ona chyba z natury jest taka wyższa i smuklejsza. Poza tym była dość jeszcze słabowita wiosną, gdy ją ciachałem, to zostało kilka badylków jedynie i nie zdecydowałem się na niższe cięcie. Proszę spojrzeć na Ispahany. Jeden z nich, jest u podstawy bardziej zwarty, tak jak u Pana, ten drugi, większy, ma pędy w większym oddaleniu. Gdy go sadziłem, a ten tylko sadziłem sam, bo co do reszty poprosiłem kogoś o pomoc, to robiłem to po aptekarsku haha. Rozłożyłem pędy, nic nie ściskałem, a ziemię dosypywałem bardzo powoli i delikatnie. I sam nie wiem, który jest lepszy. Róże zbierają się do kwitnienia, na razie najmocniej rozwinęła się Blanche Moreau i Ispahany, ale i na nich pąki rozwinięte są jeszcze nie w pełni. Ale na wszystkich jest ich dużo. Pozdrawiam.
ps.
Zauważyłem teraz, że poumieszczał Pan, przy opisach poszczególnych odmian, zdjęcia swoich krzewów - Comte de Chambord, Rose de Resht i Rosa Mundi. Super. Bardzo mnie to ucieszyło, bo widać na nich prawidłowy pokrój! Swoją drogą są piękne :-) ps. 2. A tak już całkiem na koniec, podobno Mazowsze jest zimniejsze od Wielkopolski, a tu proszę, u Pana część róż już kwitnie, a u mnie, moje jeszcze nie. Choć przyznam, że koło miejskiego parku, w mojej miejscowości, jest taki mały domek, przed jego drzwiami rosną dwie róże, jedna dzika i druga -to chyba Louise Odier (?) i one kwitną. Pięknie pachnie ta szlachetna. Warunki mają takie sobie, same krzewy nie są zbyt ogromne, ale zawsze jak tam przechodzę, to obserwuję, ostatnio też napawam się zapachem tej szlachetnej :-) Zapach starych róż, ten znany mi już, taki jak u moich.
ps.1 A szukając tych kamieni, o których napisałem wyżej, na granicy pól i lasu, wzdłuż ścieki, trafiłem na piękny krzew, kwitnący krzew dzikiej róży, sądząc po kolorze kwiatów to była rosa canina, kwitnący, a na nim dziką, na pewno dziką, pszczółkę zbierająca pyłek czy nektar. No przepiękny widok :-). ps. 4. I teraz już naprawdę na koniec. Zaczynam dostrzegać, że moje odmiany zaczynają się już powoli różnić, wizualnie, pokrojem. Bo one mają różne pokroje (!), nie tylko różne kwiaty czy liście. Co bardzo mi się podoba.

(21 maja, 2018)


Piotr Szustakiewicz:
Pana róże coraz ładniejsze z roku na rok. Choć na zdjęciach jeszcze bez kwiatów, to krzewy prezentują się bardzo okazale. Pędy są wyprostowane, dobrze rozgałęzione, pokrój zagęszczony i pełny. To wszystko jest też zasługą odpowiedniego cięcia, a prześwietlające wiosenne będzie procentować dalej w całym sezonie wspomnianą przez Pana zdrowotnością liści, jak i wielkością kwiatów. Ich zbyt duża ilość może doprowadzać do pokładania czy wyłamywania się pędów. Potrzebne jest zachowanie równowagi i trzymanie krzewów w pewnych ryzach.
Ten Pana patent z sadzeniem bobu w sąsiedztwie róż bardzo ciekawy, jak najbardziej do polecania jak tylko chcemy uniknąć oprysków przeciw mszycom. U mnie pojawiły się pierwsze, ale w ilościach nie alarmujących, stan do zaakceptowania. Już bardziej widać oznaki nimułki różanej , ale ta jest dość łatwa do zebrania w pozwijanych liściach. Mamy początek czerwca, a sezon kwitnienia róż od dobrych dwóch tygodni trwa w najlepsze. Wczesna wegetacja dotyczy w tym roku całej przyrody. Najlepszym przykładem są w wielu regionach miodobrania przed 10 maja, czego nie pamiętają najstarsi pszczelarze. Z reguły te pierwsze miały miejsce miesiąc później. Pożytki pszczele następowały po sobie, a teraz kwitnie wszystko wcześniej i jak gdyby naraz. Termin lipy drobnolistnej to przełom czerwca i lipca, a nie 3 czerwca jak w tym roku. Miejmy nadzieję, że to tylko anomalia, a nie zmiany na dobre.
Dziękuję za miłe słowa o mojej wiedzy, w żaden sposób nie uważam się za znawcę róż, a i cały czas się jeszcze uczę. Cieszę natomiast jak najbardziej fakt, że Pana wizyta w mojej witrynie przynosi tak wymierne korzyści w postaci już dorodnych róż, wiekiem wciąż młodych.
Rozumiem, to podparcie kamieniem pędu. Można też w podobnych przypadkach dać krótką tyczkę bambusową i przywiązać, stabilizując tym pęd nawet na dłuższy czas. Można też przyciąć nisko i tym samym pozwolić się wzmocnić, jeśli tylko jego brak w rażący sposób nie odbije się na wyglądzie całego krzewu. Pamiętajmy też, że Pana róże wchodzą dopiero w trzeci sezon, więc nie ma co jeszcze za dużo od nich wymagać.
Staram się dodawać cały czas nowe zdjęcia pokazujących róże z jak najlepszej strony, a i tym bardziej czuję tego potrzebę, że te sprzed 5 lat były wykonywane kompaktem i ich jakość pozostawia wiele do życzenia.
Różnice między różami najłatwiej widzi się w kwiatach, ale kiedy im się przyjrzeć bliżej, to cech czy wręcz detali odróżniających jedną odmianę od drugiej jest całkiem dużo. Róże potrzebują dobrej ekspozycji, temu też służą te odległości między krzewami, a i nie sadzenie w sąsiedztwie róż podobnych do siebie choćby kolorem liści. Każdy powinna być na rabacie swego rodzaju unikatem.
U mnie w ogrodzie po przesadzeniu przed blisko 4 laty wraca do kwitnienia "Gefylt". Rośnie sobie na końcu sadu, tam gdzie inne róża naturalne i trawa cięta nierówno podkaszarką. Wcześniej miał stanowisko na tej głównej różance obok Angielek Austina i raczej nie budził większego zainteresowania. Natomiast tego roku już kilka razy słyszałem, dlaczego tak ładną różę posadziłem w takim niezbyt prominentnym miejscu?..

Pozdrawiam
(3 czerwca, 2018)