Rozmowy o różach

Marek Moch: Witam Pana. Muszę się pochwalić :). Wkopywałem dziś róże głębiej (na 10 cm), udało mi się to z czterema z Rabaty Pięciu Róż. Została mi tylko częściowo Blanche Moreau, oraz oba Ispahany - zrobię je jutro. Jestem bardzo zadowolony :). Stanowisko, gleba, rozstaw krzewów i głębokość wkopywania - to wszystko będzie za momencik w najlepszym porządku. Sama gleba jest niezła, co już dostrzegłem! Blanche Moreau ma co prawda już część liści żółtych, ale te które są zielone dostały piękny ciemny odcień, gdy dotarła do mnie w donicy były blade, jasnozielone, widać było że się już męczyła, że podłoże w doniczce było już wyjałowione z substancji odżywczych. Wykopując ją dzisiaj zauważyłem też, że puściła dużo drobnych korzonków. Tak jak pisałem poziom rabaty pozostał na wysokości trawnika - kupiłem za to w internecie specyficzny szpadel do darni, wynalazek brytyjski, mający kształt półksiężyca, podobno dzięki niemu bardzo łatwo przycina się trawę w kancik na granicy rabaty, robiąc przy tym dołek między trawnikiem a środkiem rabaty, co utrudnia przerastanie trawy na rabatę. Spróbuję jednocześnie już teraz, jutro, przesunąć trochę bukszpan na Rabacie Pięciu Róż (bukszpany zostają jak pisałem, lecz na pewno będą b. mocno cięte, można je też przesadzać-przesuwać gdy są duże, ale pomyślę co mogę zrobić już teraz..) Czy słyszał Pan coś o zaletach soli Epsom (Epsom salt, sól angielska, sól gorzka) ? Wydaje mi się, że o tym jeszcze nie rozmawialiśmy (?). Co prawda oryginalna nie jest chyba już dostępna, bo kto by się teraz w XXI wieku "bawił" w jej odparowywanie z wody ;), ale jej wersja syntetyczna tj. siarczan magnezu jest łatwy do kupienia. Ja go mam. Na stronie p. Sołtysa - we wpisie o Reine des Violettes - autor cytuje P. Bardena, zachwalającego tę substancję. A stronę Pan zna, bo są tam i Pana wpisy i liczne, udostępnione dzięki uprzejmości zdjęcia :). Wydaje mi się też, że Pana strona "poszła w górę" w wyszukiwarce... Może to dzięki wpisom? :) Byłoby super, bo na Pana stronie jest tak dużo rzetelnej wiedzy. Podziwiam Pana wiedzę i sposób pisania (o różach)! I NIESAMOWICIE się już cieszę na następny rok... moje róże :) :) :)

Wspominał Pan (wcześniej w wiadomości email), że uszkodzenia korzeni zabliźniamy węglem drzewnym, albo maścią ogrodniczą koro-derm. Czy tak samo postępujemy z pędami nad ziemią, po cięciu? A co w sytuacji, gdy wybija nam - u rosnącej już w ziemi róży - dziki pęd z podkładki? Odrywamy go, zgodnie z Pana wskazówkami - to jasne. Ale co z zabezpieczeniem miejsca oderwania? Wtedy nie trzeba tego robić, czy też musimy się "wkopać" w ziemię i również tu to uczynić (zabliźnić miejsce oderwania korą, maścią)?

Jacques Cartier jest bardzo ładną różą, nawet w donicy powtarzał u mnie b. dobrze kwitnienie, bardzo ciekawe kwiaty i piękny zapach, ale nie zdołałbym go zmieścić bez zwiększenia powierzchni rabaty. Dokonałem wyboru między Jacques Cartier i Comte de Chambord. Była to decyzja prawidłowa, choć w momencie podejmowania oparta na częściowo fałszywych podstawach ... bo z mych ówczesnych informacji wynikało, że Comte jest mniejszy niż w rzeczywistości jest ha ha ha. A ponieważ chciałem mieć Rose de Resht, to odpadał wybór między nią a Jacques Cartier, choć miałem obawy czy nie będzie zbyt wiśniowo . Kto wie może na jej miejscu winien być Jacques, ale chciałem mieć na rabacie damascenkę i to ostatecznie zadecydowało. A tak na marginesie, ciekawe że niektórzy (np. M. Sołtys) podają że to (RdR) damascenka, a niektórzy (np. Pan) róża portlandzka – czy to z uwagi na powtarzanie kwitnienia (?). Czy są jakieś godne uwagi książki o różach – w języku polskim, czy wszystko co wartościowe jest po angielsku?
Październik 24, 2015')

Piotr Szustakiewicz: Dzień dobry. To teraz może już Pan spać spokojnie :) i czekać na okrycie róż, zimę i na samą już wiosnę –  liście i potem pierwsze kwiaty, które pojawią się zapewne z początkiem czerwca. U mnie pierwszą w kwiatach była przez ostatnie lata właśnie ta wymieniana przez Pana "Reine de Violettes" (HP, Millet-Malet, 1860), która zaczynała kwitnąć już po 20 maja. Prowadzona jest jako pnąca na ścianie budynku i długością pędów znacznie przekracza 2.5 metra, kiedy jako krzew z reguły osiąga 2 metry wysokości. Była pierwszą, ale w tym roku została zdetronizowana, kiedy to już w połowie maja rozbłysła "Gloire de Dijon" (Pnąca herbatnia, Jacotot, 1850), za sprawą orientalnych/herbatnich genów w rodowodzie. Także ten czas – między ostatnimi kwiatami, u mnie wiele odmian wciąż jeszcze kwitnie i pewnie tak pozostanie do może i nawet początków grudnia, a pierwszymi – nie jest wcale tak długim. Same jesienne róże potrafią też być szczególnej urody, dowodem czego mogą być wciąż jeszcze pojawiające się kwiaty "Jacques Cartier" –  w moim ogrodzie, w jesiennym deszczu i słońcu, 25 października 2015 roku ...

Kwiaty wprawdzie mniejsze niż latem, ale wciąż szczególnej urody, podkreślanej w te dni przez przebarwiające się liście. "Jacques Cartier" to taki typowy must have in a garden jak mawiają Anglicy, a naszymi słowy 'mus mieć w ogrodzie' :), z czym jak najbardziej się zgadzam.
Wiele odmian w czas jesieni wybarwia się nawet pełniej/mocniej i niekoniecznie tak na smutno jak to idzie u pana Mieczysława Fogga :). O ile u róż historycznych kwiatów jest niewiele, to u mieszańców herbatnich, róż angielskich i współczesnych pnących – ich ilości odzwierciedlają poczynione postępy w hodowli róż, mające na celu uzyskanie odmian kwitnących w sposób ciągły. W moim ogrodzie "Red Eden" (Modern Climber, Meilland, 2002), zdjęcie również z 25 października 2015'. Stanowisko dla tej róży urządziłem przy ścianie południowej i jednocześnie pod okapem dachu, aby w ten sposób chronić przed deszczem kwiaty, które kształtem jak mało które przypominają starodawne cabbage roses...

Epsom salt (nazwa od produkcji w Epsom, Anglia) tak jak Pan o tym pisze, to znany obecnie siarczan magnezu, bardzo pomocny we wszelkich niedoborach tego składnika. Przyjmuje się ilość roztworu (jak kiedyś czytałem) sporządzonego z jednej łyżki stołowej epsomitu na każde 30 cm wysokości krzewu i aplikujemy to różom dolistnie poprzez oprysk lub przez podlewanie lub też łączymy oba zabiegi. Magnez ma znaczący wpływ na rozrastanie się korzeni bocznych, co tak jest istotne przy budowaniu się krzewu w pierwszych latach. Jest odpowiedzialny za wytwarzanie chlorofilu, a przez to i prawidłowy przebieg fotosyntezy. Wspomaga też przyswajanie fosforu, który to z kolei odpowiada za kwitnienie i też wzrost pędów. Objawem braku magnezu jest letnie, przedwczesne żółknięcie liści i najczęściej występuje na glebach piaszczystych, ubogich. U mnie w ogrodzie nie mam z tym na razie problemu, ale liczę się z tym, że w miarę upływu lat na stanowiskach z różami tego składnika może i zacząć brakować.
Wcięcie trawnik/rabata można wykonywać przy pewnej wprawie zwykłym szpadlem, ale ten nabyty profesjonalny nóż do trawy (zwany też szpadlem półokrągłym) oczywiście prace te znacznie ułatwi.
Na pozycje witryny w wyszukiwarkach trzeba samemu zapracować, nie ma tu lekko :). Odesłania z innych stron to niezauważalny odsetek wszystkich wizyt. W moim przypadku na ponad 90 tysięcy wejść na stronę (blisko 3 lata istnienia), bezpośrednio z witryny pana Sołtysa było ich słownie sześć. Aby każdej mojej róży i roślinie już dostała się historia, to musiałbym tu pracować codziennie i to na więcej niż jednym pełnym etacie :). Staram się aby przybywało treści w witrynie, ale też pilnuję aby nie odbywało się to kosztem samego ogrodu, czasu jaki muszę przeznaczyć na jego prowadzenie. Tego czasu też najnormalniej mi brakuje, aby jeszcze pisać na innych forach czy blogach. Bywam tam jednak gościem i czasami coś jednak napiszę, jak choćby na forumogrodniczeoaza.pl, ale nie jest tego za wiele. Pisanie u siebie zdecydowanie bardziej mi odpowiada.
Pędy róż po cięciu wiosennym czy też korygującym późniejszym, optymalnie zabezpieczamy maścią ogrodniczą lub choćby popiołem drzewnym. A już koniecznością jest to w przypadku solidnych starszych pędów i wszędzie tam gdzie rany są duże. Podobnie też przy wszystkich uszkodzeniach po wykopaniu (przesadzanie, zakup), kiedy to krzewy są bardziej narażone na wszelkie infekcje. Zawsze pamiętamy o ostrym sekatorze, aby cięcie było gładkie (nie odrywało tkanki), wykonane po lekkim skosie skierowanym na zewnątrz względem pąka (nie może być zbyt długie/ostre, ma tylko wskazywać kierunek pąka) i 0.5 cm nad nim. Dodatkowym czynnikiem wspomagającym dobre zniesienie przez krzew tego zabiegu jest wybranie na to dni suchych. Po cięciu można też wykonać oprysk grzybobójczy, polecam tu ekologiczne preparaty – miedzian czy siarkol. Miejsc z którego zostały usunięte dzikie pędy nie zabezpieczamy z braku możliwości wykonania tego zabiegu, wszelkie próby wkopywania się mogłyby spowodować uszkodzenia korzeni i przynieść szkody znacznie większe. Pozbywanie się "wilków" powinno się wykonywać przez skręcanie wielokrotne pędów aż do ich ukręcenia, albo też ile się da i dopiero szarpnięcie w bok. Tym sposobem powstałe rany nie będą zbyt rozległe.   Natomiast jeśli zdarzyłoby się wyłamanie pędu odmiany właściwej (pod ciężarem kwiatów, po deszczu) przez rozszczepienie pionowe, to oczywiście staramy się dotrzeć do rany znajdującej się w ziemi i zabezpieczyć na całej powierzchni maścią ogrodniczą. Niewielkie rozszczepienia możemy też usztywniać łupkami i obwiązywać do czasu ich całkowitego zrośnięcia.
"Rose de Rescht" mam oznaczoną jako różę portlandzką za źródłami angielskimi, m.in. The Royal Horticultural Society, Encyclopedia Of Roses (Charles & Brigid Quest-Ritson, 2008). Tamże przynależność do tej grupy róż historycznych jest potwierdzona w charakterystycznym zwartym i gęstym pokroju odmiany, na który wpływ mają krótkie międzywęźla pędów kwiatowych, podobnie jak ma to miejsce też u "Jacques Cartier". Wprawdzie róże portlandzkie zostały wyhodowane w wyniku krzyżowania róż francuskich (Rosa gallica) i powtarzających odmian róż damasceńskich (Rosa × damascena) to jednak są odrębną grupą. Powtarzanie kwitnienia nie jest ich cechą szczególną. Pierwszą z nich była "Portland Rose", której ślady wiodą do około 1750 roku i wyspy Portland (u południowych wybrzeży Anglii). Choć róża została nazwana nie tyle geograficznie, co na cześć English Duchess of Portland (Angielskiej Księżnej Portland). Ostatnie badania genetyczne wykazują też, że w swoim dziedzictwie róże portlandzkie posiadają również geny Rosa chinensis, w tym "Comte de Chambord" i odmiany późniejsze. Nie należy w oznaczeniu "Rose de Rescht" jako Portland Rose doszukiwać się też pretensji angielskich rosarian do samej róży. Oni sami zgodnie podkreślają, że jej odkrycie raczej zdecydowanie nie jest zasługą Nancy Lindsay, kobiety-szkółkarza (a nurserywoman) o notorycznie wątpliwej wiarygodności  i nie miało miejsca w Persji, a co z kolei podają inne źródła. Anglicy wskazują przy tym na pochodzenie francuskie róży, z roku około 1840.  Kwestia oznaczania danej odmiany jest też kwestią wyboru źródła. Ja staram się korzystać z tych najnowszych, a jednocześnie solidnych i reprezentatywnych, opartych często na badaniach genetycznych, które to raczej rozstrzygają wszelkie toczące się wcześniej spory. Niemniej też zawsze należy tu pamiętać o starodawnym postrzeganiu, klasyfikacji i nazewnictwie róż, bo to i przecież są róże historyczne, gdzie tradycja i pamięć o pochodzeniu są tak szczególnie ważne.
W drugiej część Pana wypowiedzi jest bardzo ciekawie postawione pytanie o literaturę różaną. Postaram się odpowiedzieć na to w najbliższych dniach i poświęcić temu oddzielny wpis.
Pozdrawiam
(Październik 26, 2015')


Marek Moch:
Proszę się nie spieszyć, rozumiem że ma Pan też inne sprawy do zrobienia, a przy tym na Pana stronie jest już tak dużo, tak ciekawych wpisów, że na nowe można trochę poczekać . Raz jeszcze bardzo dziękuję za życzliwą pomoc i wiedzę, którą był Pan łaskaw się podzielić. Oglądając zdjęcia Pana róż, zachwycam się nie tylko kwiatami, ale i liśćmi.. jakież te róże są zdrowe!! Podziwiam. Mam nadzieję na podobne za kilka lat Przygotowanie gleby, głębokość sadzenia oraz rozstaw między krzewami - zgodnie z Pana zaleceniami! Pana wyjaśnienia oraz zdjęcia Pana róż nie mogły mnie nie przekonać.
(Październik 27, 2015')