Rozmowy o różach


Marek Moch:
No więc jestem dumnym posiadaczem Róż w ogródku Wiznera (wydania 63 i 66), Róż w gruncie Wiznera (wydanie 79), Róż pod szkłem Wiznera i Dziomdziory (wydanie 70), Róż Oszkinis i Z. Mazurkiewicz(a?) (wydanie 57), Róż na działce Grąbczewskiej (wydanie 86) i Poradnika dla miłośników róż Augustynowicza i Gładysza (Róże, wydanie 67, na zlecenie Towarzystwa Miłośników Ogrodnictwa z Tarnowa). Mam co czytać, tylko muszę jeszcze znaleźć czas LOL. W tym ostatnim, na końcu są reklamy firm państwowych, spółdzielczych i prywatnych - kilkanaście stron, róże, środki ochrony i nawozy, meble ogrodowe etc. Na ostatniej stronie reklam są jedynie dwie reklamy : B-cia K. i A. Eizyk Kutno rok założenia 1912 i Bolesław Wituszyński z Kutna. Ależ oni musieli mieć faktycznie pozycję, że umieszczono ich reklamy w taki sposób i w takim miejscu, tak oddzielnie. Jak przegląda się książkę to takie dokładnie jest wrażenie. Podium dla mistrzów jest na końcu reklam. Moim zdaniem to było zamierzone. Agnieszka Arnold, która zrobiła film "Kutno. Róże Arona" mówiła w jednym z wywiadów, że Pan Eizyk, którego znała będąc dzieckiem, kojarzył się jej nie tylko z czarodziejem, ale i z Babcią (wszystkim co dobre), bo w katalogach firmy, które oglądała, tak była ona skrótowo oznaczana - B-cia, co ona jako dziecko odczytywała Babcia. I zgadza się, tutaj też - B-cia K. i A. Eizyk !
Pisze Pan "Te o pokroju krzewiastym (parkowym) i pnące wraz z rozrastaniem się na własnych korzeniach (tworzeniem młodych odrostów) zwiększają znacznie swoją żywotność. To też jest kolejny aspekt przemawiający za sadzeniem krzewów na wspomnianej głębokości 10 cm." I to wszystko faktycznie układa się w logiczną całość. Pan Sołtys na swojej stronie we wpisie o Różach Alba, pisze że w Kornwalii, zachodniej Anglii czy w północnej Francji, nad Kanałem La Manche, spotyka się stare okazy alba, często z nasadzeń sprzed stu czy więcej lat... które nadal żyją i mają się dobrze. A o tym, że róże "na własnych korzeniach" żyją dłużej też już czytałem i gdzie indziej.
Pozwoliłem sobie zrobić jeszcze jeden mały wpis-pytanie. Czy ma Pan jakieś doświadczenia z tzw. EM - efektywnymi mikroorganizmami? Trafiłem na kilka stron i filmów w internecie. A znajomy sprzedawca ze sklepu ogrodniczego latem tego roku też mi je (entuzjastycznie) polecał - wraz z stojącą obok klientką równie entuzjastyczną. Wydaje się to zachęcające. Ale po moich "średnich" doświadczeniach z mączką granitową pod rododendronami jestem ostrożniejszy...
Pozdrawiam i dziękuję za porcję b. ciekawych informacji o PP. Eizyku i Wituszyńskim i o Kutnie.
(Listopad 24, 2015')

Piotr Szustakiewicz: Zgromadził Pan sobie bardzo interesującą lekturę na długie zimowe wieczory :). Nie wszystkie czytałem, więc i jeśli tylko co frapującego zwróci Pana uwagę, to proszę tu wstawiać w formie wypowiedzi czy też zdjęcia – będzie do przeczytania/zobaczenia też dla innych. Taką perełką jest też ta wspomniana przez Pana anegdota różana z B-ciami Eizyk, opowiedziana przez Agnieszkę Arnold (II reżyser "Misia" Barei) w wywiadzie "Grabarka Rzeczypospolitej" (Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza)... "Moja mama miała w Kutnie znajomego, jeszcze sprzed wojny. Nazywał się Aron Eizyk i hodował róże. Uwielbiał też ptaki i nosił przy sobie okruchy, którymi je karmił. Pamiętam taką wizję: moja mama rozmawia z czarnowłosym panem, do którego zlatują się ptaki, siadają mu na ramionach, drepcą koło niego. Było dla mnie absolutnie jasne, że to magik. Co więcej, on tę wizję we mnie podtrzymywał. Pamiętam, jak kiedyś go odwiedziliśmy w jego hodowli, szliśmy przez zagony róż i on się nagle odwrócił i wręczył mi bukiecik, gdzie jedna róża była czarna, jedna niebieska i jedna zielona. Miałam ze trzy lata, nie wiedziałam, że takie kwiaty w ogóle istnieją. To były dla mnie czary. "Róże Arona", cała jedna część "Kutna" opowiada o nim".
"Kutno" to dokument filmowy składający się z pięciu części, opowiadający historię społeczności żydowskiej w tym mieście. Nie widziałem całości, jak i "Róż Arona", no nie złożyło się jakoś. Muszę przypilnować programu Święta Róż, w którym co kilka lat jest jego pokaz w Domu Kultury.
Inną ciekawą sprawą są też reklamy w tych starych wydawnictwach, sam nosiłem się też z zamysłem, aby właśnie te dwie tutaj zamieścić, ale dobrze się stało, że Pan mnie w tym ubiegł :). Jak wspominałem w poprzednim swoim wpisie, te dwie firmy hodujące róże to były rzeczywiście bardzo duże przedsięwzięcia ogrodnicze.
Niestety z efektywnymi mikroorganizmami doświadczeń nie mam żadnych, ale ich udział w ogólnie pojętym procesie odnowy i regeneracji roślin jest tak duży, że warto sobie o tym poczytać i poeksperymentować w swoim ogrodzie. Wszystkie elementy technologii EM występują w naturze, sztuką jest "tylko" opracowywanie takich ich kombinacji, które by posiadały zdolności w zakresie wspomagania, odtwarzania oraz ochrony roślin.
Pozdrawiam :)
(Listopad 28, 2015')

Marek Moch:
Trochę z innej beczki. W opisach już kilku róż (ostatnia, i to przed chwilą, stąd wpis na gorąco, była Variegata di Bologna, na stronie p. Sołtysa) dostrzegłem sformułowanie i ono mnie nadal uderza, za każdym razem - lubi dobre gleby, bo na gorszych cierpi na czarną plamistość. Zawsze myślałem że to kwestia odmiany- mniejsza odporność. Może też, ale jak widać nie tylko. Również gleby. A w ogóle to myślałem sobie, jest tak, że w powietrzu fruwa pełno zarazków, grzybów itd i musimy się z tym pogodzić, że krzewy będą je łapać. Ot i taka jest "uroda" róż. A tu proszę... jeśli gleba jest dobra, to roślina nie daje się chorobom, nie ruszają jej !! jeśli posadzona w złym miejscu, to będziemy mieli problemy np. czarne plamy, a potem gołe gałęzie... Jak ważne jest dobre posadzenie. I chemia jest niepotrzebna. I to się zgadza z tym co widzę u Pana, bo pierwsze co mnie uderzało (znowu to uderzenie, ale to było silne wrażenie, od razu) to liście. Nie kwiaty, ale liście. ZDROWE. Aż to zdrowie się czuło przez monitor. A wspominał Pan kilka razy, że chemia u Pana to tylko wtedy gdy nie ma innego wyjścia, i raczej mało.
Gdy "robiłem" podłoże pod moje róże, to w pewnej chwili trochę "zwątpiłem" czy nie za dużo daję gliny [5 części ziemi, 5 części gliny, 1 część obornika, 1 część piasku], ale teraz myślę że można było dać nawet więcej, inna sprawa że była to ciężka robota- zdobycie, dowiezienie, rozbijanie, rozkruszanie itd uuuffff. Gdy porównuję na zdjęciach kolor gleby (oraz jej "fakturę") u Pana i kolor gleby w ogródku, gdzie ratował Pan zbyt płytko posadzone róże Mary Rose, to wydaje mi się że Pan ma więcej gliny niż oni. I może też dlatego u nich liście miały trochę czarnych plam, a u Pana były jak pisałem niesamowicie zdrowe...
Pozdrawiam
(Listopad 29, 2015')

Piotr Szustakiewicz: Uważam, że sama gleba w moim ogrodzie jest jednak zbyt gliniasta dla róż i stąd te prace przy przygotowaniu stanowisk, a w tym rozluźnianie zbitej struktury i napowietrzanie. Niemniej róże gliny potrzebują do wzrostu, w odpowiedniej proporcji tak jak Pan o tym pisze. Ja zawsze mam bardzo dobre zdanie o różach lub co najmniej dobre. Nie zdarza mi się narzekać na podatność na choroby czy niską mrozoodporność. Dla mnie nie ma złych odmian. Wszystkie różane pretensje, które słyszę lub czytam, biorą się z nieodpowiedniego róż prowadzenia. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, jak pisałem o tym we wcześniejszych postach, ale jeszcze odniosę się do jednej z tych kwestii. Ja róż mam w ogrodzie tyle, iloma to jestem w chwili obecnej się zająć, które mogą właściwie dopatrzeć. Stąd też prezentują się ładnie i zadbanie przez cały rok. Miejsca w ogrodzie mam na dwa razy więcej, ale wiem, że obecnie nie byłbym w stanie poświęcić odpowiedniej im ilości czasu. Stąd potrzeba wyboru tych najbardziej reprezentatywnych i w różany sposób ciekawych, a przy tym też dobranych odpowiednio do warunków klimatycznych i glebowych. Choć te ostanie możemy zaprowadzić jakie chcemy, a oddziaływanie klimatu w znaczny sposób zniwelować przez okrywanie. Wiele jest kwestią pracy, ale też pamiętajmy o słowach wieszcza Adama – "mierz siły na zamiary". Dobrze też przełożyć sobie na ogród i róże, fredrowskie "znaj proporcjum" :). Zatem na pytanie, ile to róż można mieć w ogrodzie, ja mam odpowiedź - dokładnie tyle, iloma możemy się należycie zająć.
"Variegata Di Bologna"  (Bourbon, Lodi/Bonfiglioli, Włochy, 1909) jest z jesieni 2013 i dopiero buduje pokrój krzewu. Liście są bardzo delikatniej substancji i gdzie im tam do skórzastości HT. Reagują też bardzo szybko na wszelkie niedobory składników mineralnych. Jeśli przypatrzeć się mojej róży i zdjęciu numer 2 to widać tam drobne jasnozielone przebarwienia spowodowane moim zdaniem brakiem cynku, minerału generalnie odpowiedzialnego też u róż za jakość kwitnienia. Zobaczę jak będzie w przyszłym roku, czy trzeba będzie stanowisko zasilić tym składnikiem. Ale jeśli nawet w następnych latach zapadać będzie bardziej na czarną plamistość, to będzie to tylko moja wina, a nie róży oczywiście :). Jest też tak, że odporność na choroby liści poszczególnych grup i samych odmian jest różna, niemniej ogrodnika sprawą jest znać swoje róże i zapewniać jak najlepsze warunki uprawy. To pierwszy sezon róż u Pana, więc i ta odporność własna jest też jeszcze niska, w kolejnych sezonach będzie na pewno coraz lepiej, biorąc pod uwagę jakość przygotowanej gleby w Pana ogrodzie.
Pozdrawiam
(Grudzień 5, 2015)

Marek Moch: Dziękuję za odpowiedź. Uspokoił mnie Pan, a jednocześnie kolejny raz przypomniał - Nic na skróty. Róże wymagają, podobnie jak inne rośliny, stałej, bieżącej troski, nie da się zrobić tego "na zapas", "z naddatkiem". To co Pan pisze zgadza się też z tym co czytam w internecie, tzn. wpisy różnych osób dotyczące tych samych odmian, jedni narzekają, a inni w ogóle. Np. p. W. Gubała, której wpisy z portalu p. Sołtysa zawsze mnie zachwycają. Gdy inni narzekają na słaby wzrost, czy choroby, p. Gubała pisze rzeczy w stylu: nie choruje, sprawia się świetnie, czytałam że ma mieć 1,2 m a u mnie ma po 2 latach 1,4, co będzie dalej. Słowem- jak ważna jest odpowiednia piecza. Pozdrawiam serdecznie ps. u mnie nic rzecz jasna nie kwitnie, ale nadal mają liście, część zielone - Ispahan, część jest w kolorach jesiennych, najmniej ma Charles de Mills, ale zanim spadły były przepięknie ciemno czerwone, purpurowe, gdy np. Felicite Parmentier ma śliczną żółć. ps.2. bardzo mądre słowa o ilości róż ps. 3. Niesamowita ta V.diB. ... ale patrz ps.2. )
Pozdrawiam
(Grudzień 8, 2015')