Mme A. Meilland (Hybrid Tea)

syn. "3-35-40", "Gioia", "Gloria Dei", "Peace"
Hodowca: Antoine i Francis Meilland, Francja, 1935
Pochodzenie: "Joanna Hill" (Hybrid Tea, Joseph H. Hill, USA, 1928) x ["Charles P. Kilham" (Hybrid Tea, Samuel Davidson McGreedy III, Irlandia,1926) x "Margaret McGreedy" (Hybrid Tea, Samuel Davidson McGreedy III, Irlandia, 1927)]
Wielkość kwiatu: 14 cm
Zapach: Średni, owocowy
Kwitnienie: Bardzo dobrze powtarza
Wysokość/szerokość: 1.5 m/1.25 m
Mrozoodporność: Strefa 6a (do - 23.3 °C)
Nagrody: Portland GM 1944; AARS 1945; ARS GM 1947; NRS GM 1947; Golden Rose of the Hague 1965; World's Favourite Rose 1976 – wpisana do Rose Hall Of Fame;

   
W roku 1950, Antoine "Papa" Meilland (1884-1971) zapytany o historię najsławniejszej swojej róży, tak to wspominał: "W jednym z moich notatników, których kartki pożółkły ze starości, znalazłem wpis z 15 czerwca 1935 roku, znak podjętej decyzji, która określiła przyszłość tej róży. Były to cyfry '3-35-40', którymi opisałem kolejny projekt hodowli. Oznaczały dla nas, że była to 3 kombinacja roku 1935, a róża 40 z liczby 50 wówczas wybranych. Element żeński użyty do krzyżowania pochodził od "Joanna Hill", a męski od róży oznaczonej '103-32-A', którą wyhodowaliśmy w 1932 roku w wyniku krzyżowania "Charles P. Kilham" i "Margaret McGreedy". Mam wciąż w wyobraźni to miejsce, które zajmowała całkiem mała i niczym wcześniej nie wyróżniająca się '3-35-40'. W 1936 jej oczka zostały zaszczepione i musiało to mieć miejsce dość wczesną porą, bo około 10 listopada, kiedy razem z ojcem [. Jean Baptiste Meilland] sprawdzaliśmy szczepienia, zauważyliśmy smukłe liście zwieńczone dużymi pąkami, które miały się niebawem otworzyć. Jesień roku 1936 była niezwykle korzystna dla róż i wkrótce te pąki wydały kwiaty zachwycające kształtem, rozmiarem jak i kolorami – te początkowo ciepło zielonkawe przechodziły w żółty z coraz mocniejszymi różowymi obrzeżami płatków". (Wspomnienia Antoine Meillanda zostały spisane przez jego wnuka Alaina Meillanda i wydane w książce, Meilland: A life In Roses, 1984)
.

Na zdjęciu rodzina Meilland w Tassin, gdzie mieściła się ich szkółka jak i posiadłość rodzinna, połowa lat pięćdziesiątych XX wieku. Od lewej – Michele, jej ojciec Francis Meilland, jego syn Alain, Antoine "Papa" Meilland i Marie Louisette Meilland (żona Francisa). Photo by Jean Brun, courtesy of La Rose au Coeur de Lyon .
   Wraz z pierwszymi kwiatami, "3-35-40" stała się ulubienicą i dumą rodziny. W latach następnych potwierdziła znakomite cechy i jako jedyna z 800 pokrewnie otrzymanych odmian, została wybrana do dalszej uprawy. Na publiczne przedstawienie czekała do czerwca 1939 roku, które miało miejsce podczas międzynarodowej konferencji hodowców róż w Lyon. Zachwyciła wszystkich tam obecnych i wielu było zainteresowanych zakupem licencji do uprawy i sprzedaży. Tassin to prawie przedmieścia Lyon i zaraz po konferencji pojawili się interesanci w szkółce Meilland, aby złożyć zamówienia. Najprawdopodobniej, widząc ten powszechny zachwyt i zainteresowanie, Antoine Meilland przedstawił warunki, które niestety dla wielu były zbyt wygórowane – zamiast powszechnie przyjętych 15 procent od przyszłej sprzedaży, było to 33 procent. Wielu zrezygnowało, ale też wielu złożyło zamówienia. Wśród tych znaleźli się hodowcy z Niemiec, Włoch i Turcji. Zainteresowanie promocją, uprawą i sprzedażą róży, wyraził też Robert Pyle, dyrektor firmy "Star Roses & Plants" z West Grove (Pensylwania, USA). Był wieloletnim partnerem w interesach Antoine'a Meillanda i przyjacielem rodziny. Warunki kontraktu jakie mu zaproponowano były znacznie łagodniejsze niż te, które zniechęciły pozostałych hodowców. Wszystkie podpisane wówczas umowy miały czas realizacji jesień 1939.
Czas, który nadszedł był złym nie tylko dla róż – pogrążył na długie lata Europę i świat w koszmarze wojny rozpętanej przez faszystów. Niemniej, rodzina Meilland wywiązała się z zamówień i jesienią wyekspediowała z powodzeniem róże do Niemiec i Włoch. Przesyłka wysłana do Turcji zaginęła, kiedy pociąg którym była przewożona został zatrzymany przez Niemców i zarekwirowany na potrzeby wojska. Nie było natomiast możliwości wysłania róż do USA – Francja zmagała się z embargiem handlowym i była w stanie wojny z Niemcami, które kontrolowały ruch morski i lotniczy przez Atlantyk. Wojna upomniała się też o róże Meillandów. Ich pola, na mocy postanowień rządu, zostały zamienione na uprawne. Na miejsce wykopanych 200 000 krzewów róż, została posadzona żywność dla wojska – kapusta, brukiew i dynie. Udało się zachować tylko najcenniejsze odmiany. W listopadzie 1939 roku do rodziny Meilland zadzwonił amerykański konsul z Lyon – otrzymał polecenie aby w trybie pilnym wrócić do USA i mógł zabrać przesyłkę ze sobą, maximum pół kilograma wagi. Dwie godziny później Francis dostarczył do konsulatu dwa krzewy "3-35-40" (przycięte, z bryłą korzeniową) i poprosił o przekazanie Robertowi Pyle. Konsul opuścił Francję, pozostawiając rodzinę Meilland z nadzieją, że róże wraz z nim szczęśliwie dotrą do adresata.

Wiosna 1940 przyniosła agresję Niemiec na Francję, która po krótkiej kampanii skapitulowała i dostała się pod okupację. Jedyne dobre wiadomości nadeszły od przyjaciela z Włoch – "3-35-40" zakwitła wybornie, budząc zachwyt i znajdując wielu nabywców. Miała też już włoską nazwę, "Gioia" czyli radość. W tym samy czasie depeszowano z Niemiec, potwierdzając wybitne przymioty róży i nadanie imienia "Gloria Dei", co z łaciny znaczy chwała Bogu. W 1942, kolejnym ponurym roku wojny, Antoine Meilland i jego syn Francis postanawili nadać róży własne imię. Wybrali "Mme A. Meilland", aby w ten sposób uczcić pamięć przedwcześnie zmarłej Claudie Dubreuil – żony i matki. Była wspaniałą kobietą, oddaną rodzinie jak i różom, których była wielką znawczynią i miłośniczką. Wywodziła się z rodziny francuskich ogrodników i rosarian. Jej dziadek to Joseph Rambaux, hodowca wielu odmian róż, wśród których najbardziej znana i uprawiana do dzisiaj to "Perle d'Or" (Polyantha, 1883). Hodowcą róż był również ojciec Claudie – Francis Dubreuil, spod którego ręki wyszły 64 odmiany i tu na wspomnienie zasługuje jego "Sarah Bernardt" (Pnąca, 1906). Zatem to od nich wywodzi się historia rodziny Meilland jako hodowców róż, Antoine Meilland wszedł do tej rodziny poprzez małżeństwo. Oczywiście wniósł wiele pracy i swoich talentów jako ogrodnik, czy później już jako hodowca róż, więc i nie należy tego postrzegać w złym świetle. Można by tylko zapytać, dlaczego róża została poświęcona Claudie Dubreuil, a nosi imię "Mme A. Meilland"? W 1914 roku, Antoine Meilland poszedł na wojnę pozostawiając w domu Claudie i dwuletniego syna Francisa. Przez długie 4 lata rozłąki, jedyne wieści od niego to listy adresowane pour Mme A. Meilland, a co w tłumaczeniu znaczy, dla Pani Antoine'a Meilland. To były pierwsze słowa jakie nauczył się czytać Francis, a i zapadły mu one na zawsze w serce i pamięć. Taki sposób tytułowania kobiet był dość powszechnym we Francji, a i spotyka się jeszcze dzisiaj. Z takim odniesieniem i przesłaniem, nazywano róże poświęcane kobietom – "Mme Victor Verdier" ( Verdier, 1863) , "Mme Isaac Pereire" (Garçon,1881) czy późniejsza "Mme Pierre S. Du Point" (Mallerin,1929). Tak też było i z "Mme A. Meilland".