Mme A. Meilland (Hybrid Tea)

   Tymczasem, "3-35-40" w Ameryce miała się jak najlepiej – dotarła poprzez konsula do Roberta Pyle'a, a ten wraz z wiosną 1941 roku, poddał różę 3-letnim testom AARS (All America Rose Selection). Róża sprawdzana była w gorącym i suchym klimacie stanu Texas, jak i w zimnym, wilgotnym Michigan. Na wszystkich stanowiskach wypadła znakomicie, amerykańscy ogrodnicy byli zachwyceni jej żywotnością, odpornością na mróz i choroby. Choć przede wszystkim byli pod urokiem niezwykłej urody kwiatów. Wieści o triumfach jakie święciła w Ameryce "3-35-40", dotarły do Tassin w liście od Pyle'a we wrześniu 1944, w miesiąc po wyzwoleniu Francji. American Rose Society (Amerykańskie Towarzystwo Różane) aby docenić należycie walory róży postanawiło zorganizować specjalną ceremonię poświęconą nadaniu jej imienia. Godną oprawą miała być Wystawa Róż w Pasadenie, w Kalifornii, której datę wyznaczono na 29 kwietnia 1945 roku. Robert Pyle, który nie otrzymał odpowiedzi na poprzedni, napisał kolejny list do rodziny Meilland ze słowami... "My wszyscy jesteśmy przekonani, że najwspanialsza róża naszych czasów powinna nosić imię ze względu na to, czego świat oczekuje najbardziej: Pokoju. Wierzymy, że przeznaczeniem róży jest bycie żywym świadectwem obecnego czasu w ogrodach naszych wnuków i pokoleń, które nadejdą. Z nadzieją dla przyszłych czasów niech ta wspaniała róża nosi imię – "Peace" (Pokój)". Dwa białe gołębie wzbiły się w kalifornijskie niebo – imię róży zostało oficjalnie nadane. Tego samego dnia, jakby na potwierdzenie słuszności tego wydarzenia, z Europy dotarła radosna wiadomość o kapitulacji Berlina. 8 maja 1945 "Peace" została nagrodzona "Pieczęcią Czerwonej Róży" programu AARS. Na forum międzynarodowym zadebiutowała miesiąc później, 26 czerwca w San Francisco, w trakcie podpisywania Karty Narodów Zjednoczonych. Na stole konferencyjnym, przed każdym z 49 delegatów położono różę, z dołączonym przesłaniem Sekretarza ARS – "Mamy nadzieję, że "Peace" wpłynie na myśli ludzi w sposób zapewniający wieczne trwanie światowego pokoju".
Niedługo potem, rodzina Meilland otrzymała miłe podziękowanie od Roberta Pyle'a – ten miał zapewne w pamięci podróżowanie Francisa wynajętym samochodem po Stanach Zjednoczonych w 1935 roku – nowy, prosto z fabryki Model 46 Chevroleta Sedan. To oczywiście był początek fortuny, którą przyniosła "Mme A. Meilland". Zaledwie 9 lat później liczba posadzonych na świecie krzewów przekroczyła liczbę 30 milionów.

Po dziś dzień pozostała najsławniejszą i najpowszechniej uprawianą różą świata. Kwiaty "Mme A. Meilland" są wspaniałe w każdym stadium swojego rozwoju – począwszy od eleganckich pąków po szlachetne w kształcie w pełni kwitnięcia. Dominującym kolorem jest bladożółty z purpurowym obrzeżem płatków, który z wiekiem kwiatu zmienia się na kremowy, a purpura ustępuje na rzecz różu . Choć podstawowe kolory mogą się różnić w zależności od pory roku, nasłonecznienia w ogrodzie i klimatu. W moim ogrodzie jedna rośnie na stanowisku z wystawą południową i tu płatki są bardziej żółte, a kolor obrzeża bardziej wyrazisty i karminowy. Druga na wystawie ze słońcem rano i wieczorem jest mniej żywa i mocna w kolorach – zielonkawo-żółta w płatkach i różowa w obrysie. Jakkolwiek obie są wspaniałe, każda na swój własny sposób. Zapach kwiatów jest dość ulotny i kontrowersyjny podobnie jak kolor. Budzi wiele dyskusji i jest trudny do opisania, określenia jednym słowem. Niektórzy prawie go nie czują, a inni opisuja jako niezwykle mocny, bogaty, słodki i owocowy, a do czego i ja się przychylam. Wszyscy za to są zgodni opisując niezwykły wigor krzewów, odporność na choroby, siłę płatków kwiatu oraz wspaniałe ciemnozielone skórzaste liście.


Pozostaje wzorcem do którego odnosi się wszystkie mieszańce herbatnie. Róża podziwiana i uprawiana tak powszechnie, wydała wiele sportów jak i dla wielu była materiałem rodzicielskim. Obecnie jest to ponad 300 odmian, które to wywodzą się od niej. Do najbardziej znanych należą: "Climbing Peace" (Kordes, Niemcy, 1951), "Chicago Peace" (Johnston, USA, 1962) i "Kronenbourg" (McGreedy, Irlandia Północna, 1966).
Ale jeśli chce się uprawiać w ogrodzie tylko jedną różę – to powinna nią być "Mme A. Meilland". 



Komentarze (2)

  • Ela, Mazowsze

    Wspaniała róża i wspaniała historia. Wprawdzie była mi znana, ale o wielu faktach przeczytałam po raz pierwszy, jak choćby wyjaśnienie dlaczego róża została poświęcona Claudie Dubreuil (z domu) a nosi nazwę "Mme A. Meilland". Jak zrozumiałam, to mieszańce herbatnich opisywane są teraz, a czy będzie podobnie z różami historycznymi? Wiele z nich to dopiero ma ciekawe historie pochodzenia. Czasami coś można przeczytać na HMF czy na podobnych stronach o różach, ale korzystasz chyba z innych źródeł, więc liczę na to, że inne historie też będą podobnie interesujące jak "Mme A. Meilland". Używałam wcześniej tylko nazwy "Peace" dla tej mojej róży, ale czuję się przekonana teraz do nazwy francuskiej.

  • Piotr Szustakiewicz

    W odpowiedzi na: Ela, Mazowsze

    To prawda, "Mme A. Meilland" jest różą wyjątkową pod każdym względem. A już zwłaszcza kiedy pozna się jej historię. Ja używam nazwy "Mme A. Meilland" ze względu na poprawność jak i też jesteśmy to winni rodzinie Meilland za piękno, które stworzyli.
    Moje źródła wiedzy to takie powszechnie dostępne - książki i biblioteki internetowe. Niestety, nie ma dobrej polskiej literatury o różach. Ciekawe rzeczy można też znaleźć w internecie, z tym, że takie informacje trzeba sobie weryfikować, potwierdzać w wiarygodnych źródłach. Piszę tak o tym teraz, bo i zachęcam do takich różanych przedsięwzięć detektywistycznych. To pierwsze miesiące tej witryny, a że piszę tak w miarę wolnego czasu, to i stąd prośba o wyrozumiałość, że "historie w przygotowaniu...". Na pewno będę pisał o różach określanych jako historyczne, a i to jedne z tych moich bardziej lubianych. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz