Gillenia trifoliata

   Gillenia trifoliata – a może jednak to Porteranthus trifoliatus? Pytanie jest jak najbardziej zasadne, ponieważ obie nazwy jeszcze funkcjonują i każda ma swoich zwolenników. Nazwa gillenia po raz pierwszy została zaproponowana w 1802 roku przez Conrada Moencha (1744-1805), który chciał w ten sposób uhonorować Arnolda Gillena, niemieckiego przyrodnika żyjącego w XVII wieku. Moench był również niemieckim botanikiem, znanym m.in. z nadania nazwy rodzaju Echinacea (Jeżówki). Jakkolwiek, na podobny pomysł uhonorowania tej samej osoby wpadł wcześniej, bo w 1763 roku, inny uczony świata roślin – Michael Adanson, który zaproponował nazwą Gillena dla odkrytej przez siebie rośliny jak i całego rodzaju. Sytuacja tak pokrewnego nazywania dwóch roślin i rodzaju budziła od początku wiele kontrowersji. W 1894 roku Nathaniel Brighton, amerykański botanik, założyciel ogrodu botanicznego w Nowym Yorku, przeprowadził dowód, że termin gillenia jest homonimem i jednym z wariantów ortograficznych od gillena, a która to jako pierwsza została wprowadzona do taksonomii. Wobec powyższego, twierdził Brigton, gillenia jako nazwa nie może być dalej używana i należy ją wykluczyć. W zamian, dla uczczenia swojego przyjaciela profesora Thomasa C. Portera, zaproponował własną nazwę Porteranthus trifoliatus. To co miało zakończyć spór stało się wkrótce zaczynem blisko stuletniej "wojny taksonomicznej". O ile środowiska naukowe zaczęły używać nowej nazwy, to ogrodnicy zarówno amatorzy jak i z profesji, pozostali przy tej pierwszej. W 1990 roku w Kanadzie zawiązało się stowarzyszenie mające na celu ochronę nazwy gillenia. Udało im się dowieść, że roślina Adansona to Clethra alnifolia (Orszelina zwyczajna), odkryta wcześniej już przez Carla Linnaeusa (1707-1778). Idąc dalej, Brighton nie miał prawa zmieniać nazwy, która została poprawnie nadana przez Moencha, a porteranthus choć opublikowany to jednak powinien zniknąć z taksonomii. Czy wszystko zatem stało się jasne ? Otóż nie. O ile Kanada i Europa używa nazwy Gillenia trifoliata, a i tak było wcześniej, to środowiska botaników w Stanach Zjednoczonych wciąż obstają przy Porterathus trifoliatus i racjach Brightona. W moim ogrodzie Gillenia trifoliata, zdecydowanie i bezsprzecznie...

Wszystko znacznie prostsze było w czasach przed odkryciem Gillenii i nazwaniem dla botaniki. Rdzenni Indianie wschodniej części Ameryki Północnej mieli dla niej własną nazwę – Oddech Młodego Jelenia. Wystarczy raz zobaczyć kwitnące kwiaty aby zrozumieć dlaczego ta nazwa, a nie inna. Białe, niezwykle misterne, układają się w powietrzu w zwiewne obłoki. Widok wspaniały już przy kilku pędach, a co dopiero na dużych stanowiskach. Dla Indian, poza cieszeniem oczu, Gillenia trifoliata była bardzo ważna w medycynie. Częścią używaną rośliny był mielony suszony korzeń. Służył do rytualnego corocznego oczyszczania organizmu, ze względu na posiadane właściwości wymiotne. Podany w małych ilościach działa tonizująco i odświeżająco na narządy układu pokarmowego. Ponadto ma właściwości wykrztuśne i napotne w stanach przeziębienia. Roślinę doceniali również przybyli do Ameryki osadnicy z Europy, nazywana była przez nich Lekarzem Indian lub Korzeniem Bowmana (Bowman's Root). Ta druga nazwa pochodzi od bowman, czyli łucznik – tak osadnicy nazywali Indian używających łuki...

W środowisku naturalnym występuje na tych samych terenach co przed wiekami – rośnie w lasach liściastych, na stanowiskach suchych, w półcieniu. W ogrodach na stanowiskach w słońcu wymaga gleb wilgotnych. W naszych warunkach w pełni mrozoodporna, z powodzeniem może być uprawiana w strefie USDA 4a, czyli do −34.4 °C . Kwitnie w czerwcu i lipcu, wspomnianą chmurą białych gwiazdkowatych kwiatów – w moim ogrodzie na stanowisku pięcioletnim...

Ładnie prezentują się też wtedy mahoniowe łodygi. Zawiązuje nasiona, jeśli w ogrodzie znajdą się na tyle małe żuki zdolne przecisnąć się przez wąską gardziel kwiatu. Zauważyłem bęblika strojnego
(Malachius aeneus) i też podobnych obserwacji doczytałem się w opisach ogrodników z Kanady. Jednakże tam zapyleń dokonuje najczęściej miejscowy gatunek murarki (Osmia abiventris). Ciekawe czy nasza rodzima murarka ogrodowa (Osmia rufa) również gustuje w w tym nektarze i pyłku? Uprawiając gillenie polecam wszystkim dopatrzenie sobie jak to jest zarówno z tym oblatywaniem i zapylaniem.
Wraz z końcem lata, wcześniej zielone liście przebarwiają się wieloma niuansami płomiennych czerwieni i tak oto znowu Gillenia trifoliata zdumiewa nas swą urodą...


Piotr Szustakiewicz

Komentarze

  • Brak komentarzy
Dodaj komentarz